25 września 2013

Ojciec Zięba na wojnie z faszyzmem
 
Był czas, kiedy o. Maciej Zięba mówił mądre rzeczy, a cechowała go refleksja i dystans. Dziś za pośrednictwem „Gazety Wyborczej” wygłasza następujące apele: „To od nas, zwykłych obywateli III RP, w ostatecznym rachunku zależy, czy stworzymy atmosferę biernego przyzwolenia na narastanie fali nienawiści. Jestem świadom, że jest to jedynie bezradny głos duszpasterza i obserwatora życia publicznego, a zarazem już od dzieciństwa kibica, który od wielu lat ze zgrozą obserwuje zdziczenie obyczajów na trybunach sportowych i w ich okolicach.
 
Z jednej strony obserwować można niesłychane narastanie agresji zorganizowanych grup kibiców sięgających po maczety i kastety oraz ich powiązania ze światem przestępczym, z drugiej widać także próby wiązania kibicowania z partyjną polityką, ideologią nacjonalistyczną (łączoną z rasizmem i antysemityzmem), a niekiedy także z katolicyzmem”. Jakoś przy okazji swoich wzniosłych apeli o walkę z atmosferą nienawiści zacny dominikanin nie jest w stanie przypomnieć sobie jedynego mordu w III RP wynikającego ewidentnie z nienawiści politycznej, i tego, kto go dokonał, a także pod wpływem jakich mediów mógł się znajdować.
 
Obiektywnie rozszerzona przestrzeń
 
W tygodniku „Przegląd” Ludwik Stomma rozpływa się nad Jerzym Urbanem. Argumenty powalające, w gruncie rzeczy rzecznik stanu wojennego okazuje się niemalże fundatorem polskiej demokracji: „Konferencje prasowe Jerzego Urbana, jakiekolwiek wzbudzały emocje, obiektywnie rozszerzały przestrzeń wolności. Kolejne pokolenia wychowane na sloganach »Goebbels stanu wojennego« nie są już w stanie tego umieścić w kontekście i zrozumieć”. Na szczęście jest w stanie wszystko umieścić w kontekście i zrozumieć publicysta „Przeglądu”, który swój felieton kończy peanem na cześć naszego współczesnego Goebbelsa, który okazuje się wręcz kimś w rodzaju wieszcza: „Zadziwia mnie jednak prymitywizm...
[pozostało do przeczytania 12% tekstu]
Dostęp do artykułów: