Tusk liczony na deskach

To był największy protest społeczny po roku 1989. W sobotniej manifestacji, która przeszła ulicami Warszawy pod hasłem „Dość lekceważenia społeczeństwa”, uczestniczyło blisko 200 tysięcy osób, w tym kilkutysięczna grupa klubowiczów „Gazety Polskiej” i Solidarnych 2010. – Kiedyś w boksie amatorskim były trzy rundy. Po dwóch rundach walki z rządem związki zawodowe prowadzą wysoko na punkty. W trzeciej czas na nokaut – mówił w sobotę Piotr Duda, przewodniczący Solidarności
 
Protesty związkowców rozpoczęły się w środę od pikiet pod siedzibami ośmiu ministerstw – Skarbu Państwa, Pracy i Polityki Społecznej, Transportu, Gospodarki, Zdrowia, Spraw Wewnętrznych, Rolnictwa i Sprawiedliwości. Protestujący mieli przygotowane petycje, w których zamieścili swoje postulaty.
 
Te jednak nie zainteresowały żadnego z ministrów. Do rozmów ze związkowcami delegowali oni swoich podwładnych. – Jak widać, rządzący się obrazili, że my jako obywatele tego kraju chcemy i będziemy się wypowiadać w ważnych dla nas sprawach – mówił Piotr Duda, szef Solidarności. Po zakończeniu pikiet wszyscy wyruszyli pod sejm, gdzie powstało miasteczko namiotowe. Związkowcy pozostali w nim do soboty. Mimo że rządzący i mainstreamowe media robiły wszystko, aby zantagonizować warszawiaków ze związkowcami, protestujący mogli liczyć na wsparcie mieszkańców stolicy. Ci przynosili im jedzenie, owoce, słodycze, a nawet papierosy.
 
Drugi dzień protestu był zdominowany przez debaty z ekspertami na temat postulatów związkowców. Zaproszeni fachowcy rozmawiali na temat polityki przemysłowej i systemu opieki zdrowotnej podczas dwóch dwugodzinnych paneli. Wśród gości znaleźli się m.in. prof. Ryszard Bugaj, prof. Sthepane Porter, dr Bolesław Jankowski, prof. Józefa Hrynkiewicz, dr Adam Sandauer, Stanisław Karczewski. Jednocześnie w tym samym czasie pod Ministerstwem Edukacji odbywała się pikieta. Zebrani protestowali przeciwko zmianom w karcie nauczyciela i masowym zwolnieniom...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: