Efekciarstwo mnie nie interesowało

Dodano: 19/09/2013 - Nr 38 z 18 września 2012

Z Jamesem Bloodem Ulmerem rozmawia Marek Jakubowski

Czuję się artystą. Muszę robić coraz więcej, żeby przekonać siebie, że wzniosłem muzykę na wyższy poziom. Muzyka jest jak niedokończony interes, nieustannie domaga się dopełnienia  To prawda, że harmonijka była Twoim pierwszym instrumentem?   Tak, rzeczywiście.  Czy byli jacyś muzycy, którzy stanowili dla Ciebie pierwszy impuls, aby pójść w ich ślady?   Nie było takiego muzyka, który by mnie inspirował, był impulsem do zajęcia się muzyką. Grałem gospel w zespole The Southern Sun mojego ojca. Zacząłem, gdy miałem siedem lat, i byłem w nim do 13. roku życia. Najpierw przez dwa lata śpiewałem, potem doszła gra na gitarze. Tak zaczęła się moja przygoda z muzyką.  A Ornette Coleman i Jimi Hendrix?   Jestem starszy od Hendriksa. Nigdy go nie słuchałem ani nie chciałem naśladować. Moim ulubionym gitarzystą w latach 60. i wczesnych 70. był Wes Montgomery. To jego lubiłem i chciałem grać jak on. Nie pociągał mnie rock’n’roll ani wtedy, ani
     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze