Rawa Blues story

Rawowym spotkaniom towarzyszyła atmosfera – zgodnie z charakterem kultury popularnej – cokolwiek pozornej wyjątkowości, elitarności i autentyczności obcowania z muzyką prawdziwą w słowach i dźwiękach.

To było w marcu 1981 r., w studenckim klubie „Akant” w Katowicach, kiedy jego częsty bywalec, muzyk Irek Dudek rzucił pomysł zorganizowania w Katowicach ogólnopolskiego bluesowego festiwalu. I dwa miesiące później ruszyła Rawa Blues, stając się trzecim w kraju po poznańskim Folk-Blues Meetingu i białostockiej Jesieni z Bluesem (przetrwała do dziś) spotkaniem fanów niezwykle wtedy niszowej w Polsce muzyki.

Niewolnicze metafory

Widniejąca w nazwie festiwalu, płynąca przez Katowice rzeczka Rawa, nawiązywała symboliką do Missisipi, której wody obmywają obszar Południa Stanów Zjednoczonych, uznawany za kolebkę bluesa. Uwierzytelniać miała uprawianie „czarnej muzyki” poza głównymi nurtami muzyki rozrywkowej, a nawet rockiem, w alternatywnym wymiarze. Muzyki znanej nielicznym, obciążonej stereotypowym mglistym wizerunkiem – efekt adaptacji jej „ducha” poprzez mit i zwyczajnie braku wiedzy. Niekiedy ideologiczną racją tamtego okresu, pozwalającą na wprowadzanie bluesa w przestrzeń publiczną, stawał się jego wyimaginowany wizerunek – pieśni protestu czarnego niewolnika – pokutujący jeszcze przez lata w świadomości uczestników kultury bluesa. Zawarta w tej „niewolniczej metaforze” dwuznaczność opresji funkcjonowała w dość przewrotny sposób: dla władzy uchodził za muzykę buntu afroamerykańskiego proletariatu, dla fanów był jedną z enklaw wąskiego marginesu wolności, formą aspirującą do PRL-owskiej kontrkultury.

Medium wyrażania emocjonalności

– Zrobiłem festiwal pod patronatem studentów, bo wtedy nie mogłem być jeszcze właścicielem swojego pomysłu – powiedział po latach Irek Dudek.

Zaczęło się od kameralnego grania w studenckich klubach, rozszerzonego później na większe sale...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: