Nie lubię żadnych bramek

Jest na frustrację wykluczanych lek skuteczny. To sytuacja, w której z roli np. lotniskowego pariasa przeradzamy się w pieszczoszka systemu kontroli bramkowej i sami jesteśmy uprzywilejowani.   Od dziecka jestem kibicem piłki nożnej. Powiedzenie zatem, że nie lubię bramek, w sensie że nie podobają mi się gole, brzmi w moich ustach cokolwiek idiotycznie. Całe szczęście, że w każdym, także w naszym ojczystym języku słowa miewają różne znaczenie, więc tytułu swojego tekstu wcale nie muszę się wstydzić.   Myślę, że wielu kibiców piłkarskich czy hokejowych odczuwa podobną niechęć do bramek, bo w dzisiejszym tytule felietonu mowa o tzw. bramkach antyterrorystycznych. Nie są one wcale wymysłem wdrożonym po ludobójczych atakach z 11 września 2001 r., jak mogłoby się zdawać młodszym czytelnikom. Nie lubię bramek antyterrorystycznych od momentu ich wprowadzenia przed wielu laty na lotniskach, a po 11 września także w wielu biurowcach, urzędach państwowych czy sądach. Nie toleruję tego momentu
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze