Co się dzieje z próbkami z ekshumowanych ciał

Prokuratura wojskowa zwleka z badaniem próbek pobranych z ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. Czy wynika to z faktu, że śledztwo prowadzą osoby, które mogą mieć zarzuty niedopełnienia obowiązków po zdarzeniach z 10 kwietnia? Wiele na to wskazuje. Gdyby bowiem badanie próbek pobranych ze szczątków ofiar wykazało obecność materiałów wybuchowych, obciążyłoby to właśnie tych śledczych – bo świadomie zrezygnowali z przeprowadzenia sekcji ciał zaraz po sprowadzeniu ich do Polski
 
Przygotowane do analiz próbki pochodzą z ciał ofiar, które ekshumowano, gdy wyszło na jaw, że niektóre protokoły sekcji zwłok sporządzone przez Rosjan opisują inne osoby, oraz że część szczątków ofiar zamieniono i pochowano w niewłaściwych grobach. Oględziny zwłok z równoczesnym pobieraniem próbek prowadzono w sierpniu 2011 r. oraz marcu, wrześniu, październiku i listopadzie 2012 r. Potwierdził to „Gazecie Polskiej” rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej Janusz Wójcik.
 
Efekt metodyki
 
Pełnomocnicy rodzin smoleńskich nie znajdują uzasadnienia, dlaczego przez blisko dwa lata nie przeprowadzono żadnych analiz laboratoryjnych tych próbek na obecność materiałów wybuchowych bądź powybuchowych. Tym bardziej że śledczy nie zgadzali się na badania wstępne – tak było w przypadku wniosku pełnomocnika rodziny ks. prof. Ryszarda Rumianka, która wnosiła o przebadanie ciała duchownego detektorem wykrywającym materiały wybuchowe.
 
Fakt, że próbki pobrane ze szczątków ofiar czekają (w bliżej niesprecyzowanym miejscu i warunkach), by poddano je analizie laboratoryjnej, wyszedł na jaw 30 października 2012 r. Wtedy to Cezary Gmyz napisał, że na wraku tupolewa odkryto ślady trotylu. Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie Ireneusz Szeląg na konferencji prasowej ujawnił, że „próbki ciał wszystkich ofiar ekshumowanych będą poddane specjalistycznym badaniom fizykochemicznym”. Dopytywany, dlaczego badania dopiero mają się odbyć, skoro...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: