Tusk przypieka Schetynę


Donald Tusk odpuścił „grillowanie” Jarosława Gowina, by zająć się prawdziwym wrogiem – Grzegorzem Schetyną, któremu chce odebrać Dolny Śląsk. Podobny los ma spotkać stronników Schetyny – Andrzeja Halickiego na Mazowszu i Rafała Grupińskiego w Wielkopolsce. Tusk zdaje sobie sprawę, że jeśli po następnych wyborach szefów regionalnych struktur pozostaną oni na stanowiskach, on sam znajdzie się w trudnej sytuacji.
 
Wybory na szefa PO pokazały słabnącą pozycję premiera Tuska. Mimo że pozostał on przewodniczącym partii, to jednak wynik skazanego na porażkę Jarosława Gowina (20,42 proc. głosów) wyraźnie wskazuje, że niezadowolenie z premiera w samej PO jest coraz większe. Dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, zwraca uwagę, że ów wynik to efekt rozdźwięku pomiędzy sytuacją Gowina w klubie parlamentarnym (gdzie oficjalnie ma on dwóch zwolenników) a sytuacją w partii, gdzie to poparcie jest większe.
 
– Rezultat Gowina to nie poparcie dla niego samego, ale efekt niezadowolenia z premiera. Sam Jarek niewiele znaczy. Dlatego Tusk nie będzie go mordować – uważa jednak jeden z posłów Platformy.
 
Faktycznie, premier zachował się nad podziw miłościwie. – To jest naprawdę niezły wynik. To wymaga cywilnej odwagi i determinacji, żeby stanąć do wyborów z szefem partii – mówił na konferencji po ogłoszeniu wyników. Dodał także, że jeśli Gowin gotów jest szanować reguły demokracji, to on sam nie widzi powodu, by go wykluczać. Poprosił też zapowiadających złożenie wniosków o wyrzucenie Gowina członków PO, by „wstrzymali się z tego typu inicjatywami”.
 
– Do tej konferencji Tusk mógł go wyrzucić. Mógł powiedzieć: „Okres ochronny się skończył, a głosowanie dotyczyło zupełnie innych spraw, teraz o Gowinie niech zdecyduje sąd”. Skoro tego nie zrobił, musi mieć jakiś powód, by przynajmniej na pewien czas odroczyć egzekucję na Gowinie – mówi nasz informator w PO.
 
Odpowiedź na to pytanie zna...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: