Pozostało nam tylko pospolite ruszenie

Wiemy już, że data szczytu została zaproponowana przez rząd III RP w końcu 2012 r. Żadne z gremiów międzynarodowych nie naciskało na nasz rząd i nie sugerowało tej właśnie daty. A ministrowi Korolcowi warto uprzytomnić, że szczyt nie przyniesie żadnych sukcesów i Polska będzie musiała zapłacić dzikie pieniądze za emisję gazów cieplarnianych, bo się zgodziła na absurdalne warunki Protokołu z Kyoto.
 
Nazywa się Marcin Korolec i pełni funkcję ministra środowiska. Czyli żadną. Co się zgadza, bo wgłębiając się w to, co opowiada na temat pozytywnych efektów urządzenia szczytu klimatycznego w Warszawie 11 listopada, dochodzi się do wniosku, że Korolec jest niczym, a jego rola ogranicza się do dbałości nie tyle o środowisko naturalne, ile o środowisko platformerskie. On nie ma nic do gadania, a gada. I najwyraźniej nie wie, o czym gada. Takie szczyty odbywają się bez względu na święta narodowe, szanowane są jedynie święta religijne – twierdzi. I zapewnia, że taka konferencja to wstrząsające wydarzenie i zaszczyt dla naszego kraju, co zaowocuje wzrostem gospodarczym i poprawą wizerunku. A poza tym uczestnicy owego beznadziejnego, jak uczy doświadczenie, spędu wydadzą co najmniej 250 euro, a to duży zarobek. To będzie oznaczać dodatkowe wpływy do kasy państwa, jakiś milion euro, co nie zrównoważy wydatków na ochronę uczestników z ponad 170 państw, która będzie kosztować z 10 mln zł. Dziura budżetowa się nie zmniejszy, a raczej się pogłębi. Cały ten bełkot ministra Korolca można włożyć do archiwum głupoty i hipokryzji, bo jego tłumaczenie nie wyjaśnia, dlaczego spęd ten ma się odbyć akurat 11 listopada, w największe święto narodowe Polaków. Pewnie Korolec wie, ale on ma milczeć i wykonywać rozkazy Tuska i jego dworu.

Ten minister od siedmiu boleści udaje, że nie wie, dlaczego 11 listopada jest tak ważnym świętem. A skąd się wzięło? Ano stąd, że 11 listopada czcimy odzyskanie przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli rozbiorowej. A rozbiorów...
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: