Nasi i obcy – w stronę Układu Warszawskiego

„Władza nie może się odcinać szyframi i kodami od społeczeństwa” – perorował przed rokiem szef BBN Stanisław Koziej, gdy hakerzy zaatakowali „zabezpieczone przez ABW” strony Kancelarii Premiera i złamali supertajne hasła „admin” i „admin1”. Koziej najwyraźniej lekceważył wówczas zagrożenie związane z akcją grupy Anonymus i usprawiedliwiał rządzących, że przecież „każdy zostawia te loginy, jakie mu zostawiono. A my nie mamy jeszcze świadomości życia w cyberprzestrzeni”.
 
Gdy w marcu br. haker filantrop dokonał kolejnego włamania do sieci Kancelarii Premiera, Kancelarii Prezydenta, MON i MSZ, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego również nie wykazało niepokoju, a w wydanym komunikacie stwierdzono jedynie, iż „Kancelaria Prezydenta RP jest świadoma incydentu informatycznego związanego z bezpieczeństwem sieci teleinformatycznej KPRP”.

Jakże inną reakcję szefa BBN mogliśmy zobaczyć przed kilkoma dniami, gdy światowe media obiegły „rewelacje” rozgłaszane przez Edwarda Snowdena – pracownika CIA, najprawdopodobniej zwerbowanego przez chiński wywiad. Koziej zapytany, jak chronione są w internecie instytucje państwowe, przytoczył przykład zeszłorocznych protestów przeciwko ACTA i stwierdził: „Okazało się wówczas, że nie ma większych kłopotów z buszowaniem w cyberprzestrzeni wszystkich instytucji państwowych. Co więcej, zabezpieczenia przed włamaniami na te strony okazały się bardzo słabe”. Zdaniem Kozieja „potrzebne jest przyjęcie cyberstrategii państwa, która nakreśli priorytety i wskaże skoordynowane kierunki działania instytucji. W cyberprzestrzeni nie może być działów administracji rządowej” – podkreślił i zapowiedział, że BBN ma plany, by rozpocząć prace nad taką strategią.

Co Koziej wie o NATO

Mogłoby się wydawać, że w ocenie prezydenckiego ministra ataki hakerów na strony rządowe oraz włamania do skrzynek urzędników ministerialnych niosą mniejsze zagrożenie dla bezpieczeństwa III RP niż program amerykańskiej...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: