W co gra Pekin, na co liczy Obama

Szczyt USA–Chiny \ Licytacja na sny

Już po pierwszym dniu szczytu amerykańsko-chińskiego, jaki odbył się 7 i 8 czerwca w posiadłości Sunnyland w Kalifornii, mainstreamowe media na Zachodzie pisały, że za sukces należy uznać to, iż prezydenci USA i ChRL mówili o „potrzebie stworzenia nowego modelu współpracy”. Na czym jednak miałaby ta nowa forma kooperacji polegać, nie wspomniano.   Jak oczekiwano, na spotkaniu poruszono kwestię internetowego szpiegowania, a szczególnie nasilające się ataki azjatyckich hakerów na amerykańskie systemy komputerowe. Pentagon i Departament Handlu USA wprost wskazują, że ataki pochodzą z Chin, ale w trakcie szczytu prezydent Chin Xi Jinping nie chciał rozmawiać o tym, kto za nimi stoi. Stwierdził jedynie, że Chiny także padają ich ofiarą. Ustalono, że od lipca w sprawie standardów cyberbezpieczeństwa będzie dochodziło do regularnych spotkań ekspertów z USA i ChRL. W kwestii Korei Północnej uzgodniono – jak poinformował Tom Donilon, doradca Obamy ds. bezpieczeństwa – „że musi się ona poddać
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze