Trzeba walczyć o rodzinę

Z prof. Krystyną Pawłowicz rozmawia Artur Dmochowski

Platforma nie ma legitymacji do przeprowadzania w Polsce zapaterystowskiej rewolucji. Badania pokazują, że podział w tych kwestiach idzie w poprzek elektoratu.
 
Stworzenie instytucji tzw. związków partnerskich oznaczałoby rewolucyjne wręcz zmiany w prawie i całym systemie społecznym oraz osłabienie, a docelowo zniszczenie rodziny. Co motywuje ludzi, którzy z takim uporem dążą do wprowadzenia ich w życie?

Wydaje mi się, że to efekt zmian obyczajowych, które prowadzą do podważenia podstawowych praw natury. Wiąże się to z nadmiarem możliwości konsumpcyjnych i przesytem. To zgnuśnienie i zepsucie idzie głównie ze zlewicowanej Europy. Rezultatem jest walka z Kościołem i tradycyjnymi wartościami, jak rodzina, własność czy naród. Na Zachodzie trwało to od dawna i w efekcie np. Szwedzi czy Holendrzy przyzwyczaili się do rozmaitych wynaturzeń czy wyuzdanych zachowań. U nas budzi to wciąż sprzeciw, ale demoralizacja wdziera się teraz do nas szeroką falą, próbuje się zmienić na siłę naszą mentalność i obyczaje.
 
Dotychczas funkcjonowało w sejmie kilka projektów ustaw o tzw. związkach partnerskich, przygotowanych przez Ruch Palikota, SLD oraz PO. Dlaczego żaden z nich nie został przyjęty?

W sumie złożono pięć projektów – trzy merytoryczne, w tym jeden Platformy i dwa lewicowe, oraz dwa proceduralne, tzn. takie, które miały wprowadzić zmiany w innych ustawach – aż 150 w przypadku propozycji SLD i RP. Na szczęście sprzeciw PSL-u i części Platformy spowodował, że na razie nie udało się przegłosować żadnego z nich.
 
Obecnie politycy PO pracują nad kolejnym projektem, nieco złagodzonym, łatwiejszym do przyjęcia, gdyż poprzednie okazały się zbyt daleko idące. Jakie mogą być następne kroki w sprawie legalizacji związków partnerskich?

W Platformie doszło do podziału. Część bardziej lewicowa...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: