Negatyw szwedzkiego cudu

Kto pamięta ostatni hollywoodzki film Hallströma „Połów szczęścia w Jemenie” – świetlistą opowieść o szaleństwie pięknej panny i ichtiologa na życiowym zakręcie – tego depresyjny „Hipnotyzer” zaskoczy.  Wracający do rodzinnej Szwecji reżyser „Co gryzie Gilberta Grapea” i „Kronik portowych” pokazuje nam mroczny Sztokholm, filmowany ponadto nocą. Snują się po nim postaci pozostające w cieniu, a tytułowy bohater Erik ma twarz spętanego mocarza.

Film zaczyna się od zbrodni. Zakłuty nożem przez niewidocznego sprawcę pada na parkiet nauczyciel gimnastyki. Godzinę później okazuje się, że także jego żona i córka zostały zabite w mieszkaniu, syna ledwie odratowano. To do chłopaka zostaje
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: