Polska reduta

W pierwszą miesięcznicę po katastrofie smoleńskiej po mszy św. zorganizowaliśmy koncert na pl. Teatralnym. Mimo ulewnego deszczu plac wypełnił się po brzegi. Po koncercie Jacek Sobala, ówczesny szef Trzeciego Programu Radia, stracił pracę. Powiedział na scenie jedno zdanie: „Polska nie jest dla łajdaków”. Odebrano to jako krytykę kandydata PO na prezydenta i wsparcie dla PiS.
 
Miesiąc później pojechałem do Krakowa, by wesprzeć tamtejsze obchody smoleńskie. Dopadła mnie wtedy jakaś lokalna ekipa telewizyjna i dopytywała, czy za miesiąc też będę wspierał takie uroczystości, bo ludzie szybko się znużą. Odpowiedziałem, że póki sprawa nie zostanie wyjaśniona, a zmarli odpowiednio nie zostaną uczczeni, nie ustąpimy. Wkrótce na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie rozpoczęła się wojna o Krzyż Pamięci. Po mszy św. w katedrze zaczęliśmy regularnie pielgrzymować najpierw do tego symbolu wiary, a gdy Krzyż internowano, szliśmy do miejsca, w którym stał. Walka o pamięć o tragedii smoleńskiej stała się też batalią o pozycję chrześcijaństwa w Polsce. Msze w katedrze św. Jana odprawiane każdego dziesiątego dnia miesiąca o godz. 19, wieńczone hymnem „Boże coś Polskę”, zaczęły przypominać dawne msze za Ojczyznę odprawiane przez ks. Jerzego Popiełuszkę do jego męczeńskiej śmierci, a potem przez następców. Byłem jednych z tych, którzy w dzień pogrzebu i tego samego dnia podczas kolejnych miesięcy pilnowali grobu księdza Jerzego. Widziałem, jak te niezwykłe rekolekcje zmieniają Polaków. Historycy nie doceniają ich wkładu w budowanie wolnej Polski. A właśnie tam tworzyły się kadry i kształtowała dusza wolnego narodu. Uwierzyłem, że z czasem coś takiego zdarzy się w miejscu, w którym stał Krzyż Pamięci. Skoro całe zło skoncentrowało się, by zatrzeć jego ślady, musiał mieć w sobie ogromną moc.
 
Polska zaczęła się zmieniać od tego miejsca. Polacy nie uwierzyli w moskiewskie kłamstwa propagowane coraz bezczelniej przez rząd. Władze skompromitowane kłamstwami...
[pozostało do przeczytania 25% tekstu]
Dostęp do artykułów: