Dyżurny psycholog

Dzień, w którym w telewizji nie pojawia się i nie peroruje profesor Janusz Czapiński, uważam za dzień stracony. Maciej Rybiński ochrzcił go „dyżurnym psychologiem”. Jest Czapiński psychologiem społecznym, a w Polsce Ludowej parał się m.in. psychologią pozytywną. I wcale mnie to nie dziwi, bo czy w komunie mogła być jakaś negatywna psychologia? Wszyscy mieli pozytywny stosunek do panującego systemu, w którym świat malował się pozytywnie, pozytywna była partia, pozytywna była dyktatura proletariatu i przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. I w ten sposób Janusz Czapiński wybił się na profesora, i swoimi wykładami robi wodę z mózgów biednym studentom.

A publicznie pełni rolę pozytywnego psychologa, socjologa i politologa w jednej osobie. Robi badania na zlecenie władz rządzących za odpowiednie granty. I są to badania zazwyczaj pozytywne, tzn. pokazują pozytywny, a nawet optymistyczny stosunek Polaków do Platformy Obywatelskiej, a w przeszłości do SLD i innych władz pookrągłostołowych. Nieoczekiwanie dla zwykłego śmiertelnika objawił się jako krytyk obecnej władzy, a nawet – jak wykazały badania – podważył jej wiarygodność w oczach społeczeństwa, a zwłaszcza młodego pokolenia, i ostrzegł, że następne wybory może wygrać PiS i dojść do władzy.

Co się stało, że dyżurny psycholog PO pozwolił sobie na diagnozę negatywną? Wszak wiadomo, że jego badania pt. „diagnoza społeczna” są robione na zamówienie rządu. Czyżby nagle się usamodzielnił, czy też jego opinie mają ostrzec lemingów przed zagrożeniem ze strony konserwatywnej opozycji i zachęcić do trwania przy Tusku i jego elitach? Bo lepsza jest ciepła woda w kranie niż zimny prysznic. A może jest już tak źle, że nie pozostaje nic innego, jak tylko usiąść i płakać, i czekać na koniec świata?

Myślę, że nasz dyżurny psycholog, co nie powinno dziwić, przygotowuje się do zmiany warty, wszak psychologię pozytywną można uprawiać w każdym ustroju i systemie, trzeba tylko pozytywnie myśleć.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: