Poważna baśń o sprawiedliwej historii

Kiedy trzy lata temu Marcin Wolski wydał powieść „Wallenrod”, wielu krytyków (w tym piszący te słowa) było przekonanych, że osiągnął szczyt swoich możliwości. Była to wówczas nie tylko najlepsza z jego książek, ale i najlepsza z rodzącego się u nas gatunku fikcji politycznych, co zostało docenione nominacją do najważniejszej z naszych nagród literackich – Nagrody im. Cypriana Norwida.
 
Z takim uznaniem dzieła uchodzące za niezupełnie poważne wcześniej u nas się nie spotykały. Wydawało się jednak, że po tym sukcesie autora czeka już tylko jedna droga: w dół.

Istnieje w sporcie zjawisko, które nazywa się wyrównywaniem rekordu. Co do sekundy, co do centymetra. Zawodnik nie poprawia wyniku, ale i nie pogarsza: jest nadal najlepszy w swojej dziedzinie. Równy samemu sobie. Książka „Mocarstwo” wyrównuje poprzedni rekord. Stało się to możliwe dzięki przeniesieniu akcentów: „Wallenrod” zaskakiwał pomysłem politycznym, zmuszał do dyskusji w stylu „co by było, gdyby”, konkretnie: gdyby Polska poszła z Hitlerem przeciwko Stalinowi. „Mocarstwo” przyjmuje tamtą fikcję polityczną za punkt wyjścia – i dyskretnie przenosi uwagę czytelnika w rejony etyki i historiozofii. Prowokuje nas do tego fakt, że akcja nowej powieści dzieje się ponad 40 lat później, w dwóch jednocześnie historiach: realnej i alternatywnej, co daje mnóstwo nowego materiału do przemyśleń. Dodać trzeba, iż materiał historyczny został do książki przemycony dość zręcznie: nie w formie nudnych wykładów, lecz jako „oczywiste” tło wydarzeń. Akcję napędza mnóstwo sprawdzonych i zasłużonych w literaturze motorów: podwójna intryga miłosna (dwa trójkąty), afera szpiegowska, spisek polityczny, tajemnicza katastrofa.
 
No i Polska została potęgą
 
Rzecz zaczyna się w PRL, po wprowadzeniu stanu wojennego. Bohater Marek Kopiński po nieudanym małżeństwie wplątuje się w jeszcze bardziej nieudany romans z narzeczoną ZOMO-wca. Nakryty in flagranti ratuje się skokiem...

[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: