Propaganda jak rtęć. Liberałowie i katastrofa na Odrze

Dodano: 24/08/2022 - Nr 34 z 24 sierpnia 2022
RYS. RAFAŁ ZAWISTOWSKI
RYS. RAFAŁ ZAWISTOWSKI

Opinie [Załamanie tuskowej ofensywy]

Opozycja próbowała wykorzystać katastrofę ekologiczną na Odrze w najfatalniejszy dla Polski sposób. Oszołomieni żądzą zemsty na PiS politycy totalnej opozycji, na czele z Donaldem Tuskiem, gotowi są nawet wywołać panikę wśród milionów Polaków i oskarżać własne państwo przed Niemcami, byle tylko osiągnąć jakikolwiek sondażowy efekt.

Zacznijmy od stwierdzenia najprostszego faktu: do ochrony przyrody będziemy musieli w Polsce przywiązywać coraz większą wagę. I to będzie kosztować zarówno instytucje centralne, jak i samorządy. Odra to naprawdę poważny sygnał alarmowy, że zachodzące makroklimatyczne zmiany wpływają i na ekosystem Polski, i na realia życia milionów ludzi. W tym na gospodarkę. A co ważniejsze: na bezpieczeństwo, jakość i dobrostan naszej egzystencji. Nic też dziwnego, że w sprawie katastrofy na Odrze posypały się głowy. Czy się to komuś podoba, czy nie, sprawy związane z ekosystemami będą znaczyły coraz więcej. Niestety, w Polsce w tym względzie od dekad panuje właściwie wolna amerykanka. A po drugiej stronie mamy organizacje ekologiczne, zbyt często albo nadto zideologizowane, albo/i mniej lub bardziej pokątnie realizujące cudzą agendę.

Tusk zagrał rtęcią

Sprawa Odry jest daleka od zamknięcia. Po pierwsze, coraz nowsze badania służą weryfikacji licznych hipotez. Zza informacyjnego zgiełku, medialnej mgły powoli wyłania się właściwy obraz. Dziś wysoce prawdopodobną przyczyną masowej śmierci na rzece są złote algi, czyli rzadkie glony, którym „pomogły” fatalne warunki klimatyczne i kiepska kondycja ekosystemu Odry. To i tak nie jest dobra wiadomość, ale lepsza niż wieści na temat rtęci, z których leitmotiv uczyniła sobie lewicowo-liberalna opozycja. Cynizm i wyrachowanie Donalda Tuska i jego pomagierów (pomagierek oczywiście też) już dawno wydawały się sięgnąć zenitu. Ale w ostatnim tygodniu kolejna granica została przekroczona. Za nią znajdowała się masowa panika i nieledwie histeria milionów Polek i Polaków. Strach przed rtęcią w Odrze, podsycany zapewnieniami strony niemieckiej, której tubą w Polsce była marszałek województwa lubuskiego Elżbieta Polak, to było zjawisko dotąd niewidziane. 

Dodajmy do tego kompletnie w złym smaku „żarciki” z nazwisk autorstwa lidera Platformy Obywatelskiej, że ich reprezentuje właśnie pani Polak, a PiS – minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. To niby mało znaczy, ale dobrze pokazuje, jak bardzo szura nosem po dnie były zausznik Angeli Merkel. On akurat mógłby darować sobie żarty z aluzji do czyichś rzekomych afiliacji. No ale tak to jest, gdy w 2022 roku, który pokazał fiasko wieloletniej niemiecko-rosyjskiej polityki, niebezpiecznej również dla naszego kraju, lecz żyrowanej długo właśnie przez Platformę i jej lidera, trzeba się wybielać za wszelką cenę i przedstawiać jako polski patriota. 

To jest zresztą duża zmiana, jaką przyniosły ostatnie lata: liberalno-lewicowe gremia z dużym zdumieniem odkryły, że biało-czerwonej flagi nie da się wyprowadzić z polskiej polityki. I dziś, nierzadko wbrew głosom własnego celebryckiego zaplecza, zaczynają odmieniać słowo „Polska” przez wszystkie przypadki. Wbrew swym nie tak dawnym przecież kosmopolitycznym czy ściślej – brukselskim – tonom. Nic to oczywiście nie zmieniło w ich realnej agendzie, ale nic ich nie kosztuje żerowanie na krótkiej pamięci jakiejś części potencjalnego elektoratu. 

Odra i „Czajka” – podobieństwa i różnice

Wróćmy do katastrofy na Odrze. Ktoś powie: liberalne media chętnie podnoszą argument, że w sprawie awarii warszawskiej oczyszczalni ścieków „Czajka” rządzący zachowywali się dokładnie tak, jak dziś opozycja. Ale to nieprawda. Po pierwsze, nikt nie groził masową zagładą. Tymczasem w sprawie zatrucia Odry opozycja szybko podchwyciła teksty kilku lewicowo-liberalnych publicystów, że to „drugi Czarnobyl”. Skala tego kłamstwa i manipulacji poraża, biorąc pod uwagę śmiertelne żniwo tamtej katastrofy. Poraża także nieodpowiedzialność: wiadomo, jakie skojarzenia w Polkach i Polakach wywołuje Czarnobyl. Ludzie znów rzucili się po płyn Lugola, choć lekarze przestrzegają, że jego ewentualne użycie po zatruciu Odry jest i kompletnie irracjonalne, i niebezpieczne dla zdrowia. Ale dla Platformy i jej medialnego zaplecza liczy się tylko krótkoterminowy efekt: zaszkodzenie PiS.

Po drugie, różnica między sytuacją z „Czajką” i katastrofą na Odrze jest taka, że w pierwszym przypadku rząd co prawa krytykował prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, ale też błyskawicznie ruszył na pomoc. Wojsko zbudowało w bardzo szybkim tempie most pontonowy; odpowiednie instytucje wtedy na szczęście nie były na urlopie. Sytuacja z „Czajką” była też znacznie łatwiejsza to opanowania: znane było źródło zanieczyszczeń, wystarczyło też – na krótką metę – ograniczyć się do decyzji, które – dosłownie i w przenośni – zadziałały czysto mechanicznie. Na Odrze mamy do czynienia ze zjawiskiem o wiele trudniejszym do zdiagnozowania – pokazuje to sama liczba hipotez (i to tych rzetelnych) dotyczących tego, co się właściwie stało.

Sprostać nowym wyzwaniom

Dodajmy do tego jeszcze jedną rzecz. Liberalne ośrodki kształtowania opinii z miejsca zaczęły bombardować media społecznościowe fake newsami. Od razu zaczęto szukać winnych wśród największych polskich zakładów przemysłowych; chętnie rozpowszechniano też „pisowskie tropy”. Widać było od razu, że ten przekaz nie ma służyć ani rzetelnej informacji, ani próbom zaradzenia sytuacji. Donald Tusk bardzo szybko dał sygnał swoją retoryką, że chodzi o obarczenie rządzących pełną odpowiedzialnością za śmierć ryb i innych organizmów żywych na Odrze. Jego rtęciowa retoryka miała pokazać, jak bardzo „zatruta” jest Polska pod rządami PiS. Ale i ta narracja szybko poniosła fiasko i lider Platformy musiał się z niej błyskawicznie wycofać, gdy okazała się zupełnie kłamliwa. To załamanie tuskowej ofensywy, całej tej kłamliwej propagandy budowanej na strachu przed rtęcią, naprawdę daje do myślenia. Liberalna opozycja nie ma żadnych mocnych, własnych kart w ręku. Żeruje na problemach i wyzwaniach, jakie w ostatnim czasie dotykają również Polskę.

Nie chciałbym jednak nikogo uspokajać. Widać wyraźnie, że przed naszą ojczyzną stoją nowe wyzwania. Nie tylko popandemiczne, nie tylko te związane z rosyjskim zagrożeniem. Zmiany klimatu, które niestety zbyt łatwo i zbyt długo obśmiewano na prawicy, będą przynosiły wyzwania także o charakterze politycznym. Przede wszystkim dlatego, że przyroda w bardzo brutalny sposób zaczyna nam przypominać, że nie jesteśmy mózgami w szklanych kloszach, dodatkowo zamkniętymi w bunkrach z betonu. A nawet jeśli próbujemy tak żyć – koszta tego rosną. PiS musi myśleć także o tym, że niezideologizowana troska o przyrodę i zasoby naturalne będą znaczyły dla ludzi coraz więcej. To już nie są czasy, gdy można się jedynie chwalić kolejnymi kilometrami oddanych do ruchu autostrad. Warto sobie przypomnieć, że wśród prekursorów polskiej ekologii i patriotyzmu krajobrazu i przyrody był endek Jan Gwalbert Pawlikowski. Lepsze odrobienie tej lekcji, niż wieczne narzekanie, że to lewica i liberałowie meblują ludziom głowy w sprawach dobrostanu naszej przyrody.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze