Wszyscy jesteśmy ch…

I tak dalej.

Ale przyznać trzeba, że mobilizacja w obronie aktualnej bohaterki salonów III RP, jaką stała się niejaka Ewa Wójciak, lżąc wulgarnie papieża, wyznaczyła standard, który już trudno będzie przebić. Mniejsza o brednie o „konstytucyjnej wolności słowa” czy „totalitarnych praktykach” zastosowanej wobec tej żenujące persony (spytajcie jakiegoś Amerykanina, jak tam się wylatuje z pracy z dnia na dzień za prywatne zachowanie, jeśli szef uzna, że szkodzi ono wizerunkowi firmy). Te argumenty solidaryzującym się z prymitywnym prostactwem intelektualistom III RP nie wystarczyły. Rzucili się oni dowodzić ze śmiertelną powagą, że nazwanie kogoś ch… wcale nie jest obelgą. Że to
[pozostało do przeczytania 31% tekstu]
Dostęp do artykułów: