Dzielnych graczy mieliśmy!

Na pierwszym planie ci najbardziej dramatyczni. Damien Perquis – Francuz z polskimi korzeniami, który dostał szansę zagrania z orzełkiem i uczy się hymnu. Damien ma bolesną kontuzję łokcia; drugi, Marcin Wasilewski, wrócił na boisko po skomplikowanym złamaniu nogi. Obaj to twardziele z obrony, a naznaczeni kruchością. Damien przeżywa oschłość kontaktów z ojcem, nie radzi sobie ze statusem farbowanego lisa (Jan Tomaszewski użył gorszego określenia). Marcina niepokoi przyszłość, bo nowohucki chłopak, który wykopał sobie drogę do wielkości, poza graniem w piłkę nie umie nic. Przegrana jest dla tych dwu czymś więcej niż niekorzystnym wynikiem. Tak samo jak dla pozostałych członków drużyny i widzów. O konsekwencjach porażki mówi się na ekranie, zwłaszcza w przededniu spotkania z Rosją – ujęcia z dnia meczu, z hotelu, są jak reportaż z oblężonego miasta, którego wojownicy stoczą zaraz bitwę o wszystko. Rozmowy masażystów, także ich seksualne dowcipy, brzmią niby chór z tragedii. Koszałka
     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze