Jak nie umrze, to żyć będzie

Pacjent wrogiem służby zdrowia

A kto miałby o tym decydować? Lekarz. Ale – i to jest pytanie jak najbardziej zasadnicze – czy swoją opinię uzależni on od stanu zdrowia pacjenta, czy od stanu zadłużenia szpitala, w którym pracuje? Oczywiście powinien autorytatywnie stwierdzić, który pacjent cwaniaczy. I wziąć na siebie odpowiedzialność za jego dalsze losy, według porzekadła: jak nie umrze, to żyć będzie, tak doktorzy powiedzieli.

No bo ludzie oszukują służbę zdrowia, która – gdyby nie pacjenci – miałaby same dochody i luksusowe warunki pracy oraz płacy. Taki pacjent, na ten przykład, jeszcze młody, nagle dostaje bólu w lewej ręce i w okolicy żołądka. I zaraz dzwoni na pogotowie, że to może zawał. Ech tam, cwaniaczy! Przeforsował się na siłowni i bolą go mięśnie. A maleńkie dziecko ma od tygodnia wysoką gorączkę, i jakieś takie słabe... Jest wytłumaczenie: dzieci mają zazwyczaj wysoką gorączkę, nawet przy zwykłym przeziębieniu. Zamiast wzywać pomocy, wystarczy zaaplikować aspirynę i posmarować dzieciaka jakąś maścią rozgrzewającą. Jak nie umrze, to żyć będzie.

Dylematy nad napiwkiem

Kraje Unii Europejskiej przeżywają kryzys, a nawet recesję. W tych krajach władze wprowadzają oszczędności, w jednych większe, w innych mniejsze. I ludzie się buntują, wychodzą na ulice, bo mają dość tego zaciskania pasa, bo pas zaciska się na najbiedniejszych, na emerytach i bezrobotnych. U nas jest tak samo, a nawet gorzej. U nas rząd i partie rządzące bezczelnie cwaniaczą. Nie mówią wprost – mamy takie i takie zadłużenie, musimy podnieść podatki, bo się nie wyrobimy. U nas cwaniaczek od finansów, Jacek Rostowski, zwodzi naród samymi sukcesami, a na kretyńskich portalach roi się od dobrych wiadomości, przeplatanych wiadomościami niedobrymi, bo już się nie da ludzi oszukiwać we wszystkim. Pewnie dlatego, że oprócz portali kretyńskich, zlizujących łzy przerażenia z oblicza premiera i jego kliki, działają...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: