13 marca 2013

Troska o konklawe

Na stronach „Gazety Wyborczej” nieustanna troska o Kościół, a także o losy konklawe. Oto relacja: „Czwartek. »Włoch Angelo Scola może już liczyć na trzydzieści, może czterdzieści głosów. Brazylijczyk Odilo Scherer – dwadzieścia, może trzydzieści« – słyszą wieczorem włoscy watykaniści. Nieprzezwyciężona gadatliwość hierarchów przesądziła, że w czasie konklawe będą przeszukiwani przed wejściem do Kaplicy Sykstyńskiej. Już nikt nie daje głowy, że któryś nie próbowałby wnieść tam dyktafonu albo komórki. »Klimat wzajemnego zaufania« – to chyba nie o tym spotkaniu książąt Kościoła.

Piątek. Watykan nie zawraca sobie głowy niepewnymi korzeniami Dnia Kobiet. Rzecznik Federico Lombardi daje czerwoną różę (z mimozą) dziesięciu tłumaczkom, które pracują dla kardynałów. Tak, jedną na dziesięć. Trwa przecież bezkrólewie.

Konklawe? Jedno jest pewne: musi je wygrać mężczyzna”.

Istna „Rodzina Borgiów”. Tylko styl troszeczkę słabszy. Wszystko, rzecz jasna, w trosce o Kościół.

Społeczeństwo żadne, ale aktor jaki...

A we „Wprost” przemyślenia nieocenionego Daniela Olbrychskiego: „A wie pani, co to znaczy? Że znowu chcemy bolszewii w Polsce? Widocznie społeczeństwo polskie tęskni za bolszewizmem. Wtedy, kiedy bracia Kaczyńscy byli u władzy, to trzeci bliźniak Ludwik Dorn powiedział: »Z tymi, którzy się z nami nie zgadzają, zrobimy tak, że się będą zgadzali«. Czyja to jest myśl? Gorzej niż z Lenina, zapewniam. Z Łunaczarskiego, który był Goebbelsem Stalina i od którego słów rozpoczęły się czystki. A pan Ludwik wiedział, kogo cytuje, i świadomie wygłosił manifest partii bolszewickiej. I za chwilę poszło. Kajdanki, rozszalały IPN i żadnych gospodarczych posunięć. Nic. Słusznie więc zostali od władzy skutecznie odsunięci. Jeśli Polacy, jeśli procent wierzących w zamach w Smoleńsku rośnie, to rzeczywiście jesteśmy narodem wielkim, a społeczeństwem żadnym. Mam więc co robić – wychodzić...
[pozostało do przeczytania 11% tekstu]
Dostęp do artykułów: