Idź i czyń – o potrzebie Romantyzmu w życiu polskim

W styczniu 1848 – gorącego roku, który wstrząsnął Europą Wiosną Ludów – miało miejsce w Rzymie pewne spotkanie. W Koloseum stanęło naprzeciw siebie dwóch wielkich poetów i po raz pierwszy uścisnęli swoje dłonie. Byli to Zygmunt Krasiński oraz Cyprian Kamil Norwid. Przyjaźnili się potem, znajdując we wzajemnym kontakcie niezwykłą bliskość duchową. Świadek narodzin tej przyjaźni miał niezwykły wymiar – rzymska arena uświęcona męczeństwem chrześcijan była jak symbol wykuwającej się tożsamości Europy, w której na antycznym fundamencie wykwitała nowa siła, wywiedziona z duchowej nauki Nazareńczyka. Obaj poeci – i Krasiński, i Norwid – właśnie w prawowiernym katolicyzmie widzieli oparcie dla dążenia Polaków do odzyskania Niepodległości. Działalność towiańczyków i mistycyzm, który rządził duszą Mickiewicza, budziły gwałtowny sprzeciw Krasińskiego. Uważał on, że jest coś szatańskiego w tym dziele, mającym jedynie pozór boskiej sprawy. W istocie zaś, pod maską Dobra ukryte jest Zło.
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze