Radio Romaszewskich

– Staliśmy na dachu wieżowca w śródmieściu Warszawy. Wkoło nas fantastyczny widok... Setki tysięcy świateł, aż po niewidoczny w ciemności horyzont. Punktualnie o wyznaczonej porze (chyba była to godzina 21), pełni emocji, włączamy nadajnik i magnetofon z nagraniem audycji. Jeden z nas trzyma w wyciągniętej ręce antenę, drugi stoi o kilka kroków dalej z radioodbiornikiem kontrolnym. I wielka ulga: nadajnik „zagrał”. Słyszymy „fifulki” [czyli melodię okupacyjnej piosenki „Siekiera, motyka...”] –...
[pozostało do przeczytania 95% tekstu]
Dostęp do artykułów: