Radek Przypadek

Piastowie idą na Litwę

Dzięki zmianie władz na Litwie szykuje się odwilż. Polakami są wiceprzewodniczący tamtejszego sejmu, minister gospodarki i pięciu wiceministrów, w tym we wrażliwym ministerstwie oświaty. Trwają konsultacje szefów resortów obu państw. Bronisław Komorowski ma jeszcze w lutym wziąć udział w święcie odzyskania niepodległości przez Litwę. Sukces polskiej polityki zagranicznej? Raczej fuks.

Ten przypadek świetnie pokazuje, w jakim stopniu Radosław Sikorski nie jest zdolny do kreowania polityki i jak bardzo zależny jest od zewnętrznych okoliczności. Te w relacjach z Litwą nam obecnie sprzyjają. Pozostaje się cieszyć, że Sikorski jak na razie tego nie marnuje. Ale też trzeba pamiętać, że stawia go w trudnej sytuacji.

Ostatnie tygodnie przynoszą bowiem wydarzenia, które dla kierujących polską polityką zagraniczną oznaczają całkowitą dezorientację, a na pewno stawiają pod znakiem zapytania dwie dotychczas formułowane doktryny. Jedna z 2008 r., gdy Sikorski ogłosił odwrót od polityki jagiellońskiej na rzecz tego, co nazwał polityką piastowską. Druga, z ostatnich dwóch lat, sformułowana przede wszystkim w Berlinie w 2011 r., gdy Sikorski opowiedział się po stronie sfederalizowanej Europy, w której dominującym żywiołem mieliby być Niemcy.

Zgodnie z przyjętą w 2008 r. doktryną realna siła Polski jest bardzo słaba, należy więc dokonać rewizji dotychczasowych celów polityki zagranicznej. Oznaczało to konflikt z ówczesnym ośrodkiem prezydenckim. Lech Kaczyński prowadził bowiem politykę silnego zaangażowania Polski w Europie Środkowej i na całym obszarze postsowieckim. Polska wzmocniona członkostwem w NATO i specjalnymi stosunkami z USA miała stać się przeciwwagą dla rosyjskiego neoimperializmu. Pięć lat temu Sikorski uznał ten cel za nierealny i dążył do ograniczenia celów naszej polityki nawet za cenę konfliktu z prezydentem.

Mówił za to Sikorski w sejmie z pompą i poetyckim niemal...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: