Dwadzieścia lat z wariatami

Rok 2006. Do redakcji „Gazety Polskiej” dzwoni wczesnym rankiem domofon. Budzi on ważnych redaktorów, którzy dopiero co po długich nocnych Polaków rozmowach położyli się spać na redakcyjnej podłodze. Przez domofon słychać dialog:

– Dzień dobry. Jestem waszym czytelnikiem.

– To niemożliwe. My nie mamy czytelników.

– Ale ja naprawdę jestem czytelnikiem.

– Jeśli nawet mamy czytelników, to wyłącznie chorych psychicznie. Pan na pewno jesteś chory psychicznie.

Elegancki starszy pan, nieświadomy faktu, że w tygodnikach praca zaczyna się bliżej południa, jest wyraźnie zachwycony takim powitaniem. Jak również winem domowej roboty, którym
[pozostało do przeczytania 94% tekstu]
Dostęp do artykułów: