Wiara rodzi się w ciemności

Wróg wytęża wszystkie swoje siły

Już od najmłodszych lat Ojciec Pio toczył walki z demonami. Odgłosy nocnych bitew potrafiły postawić na nogi mieszkańców spokojnej Pietrelciny. Dręczyły go również dolegliwości zdrowotne: często powracające zapalenie płuc, wysoka gorączka, zupełny brak łaknienia. Zdarzało się nawet, że lekarze nie mogli zmierzyć mu temperatury, gdyż termometr pękał, gdy tylko słupek rtęci osiągał poziom 45 stopni Celsjusza. Te dziwne przypadłości nękały go do końca życia, a medycyna była wobec nich bezradna.

Równie często, jak opis szatańskich podstępów i toczonych ze złymi mocami walk, pojawia się w korespondencji Ojca Pio zapis triumfów nad złym duchem i świadectwo wiary i ufności Bogu. Często jednak zakonnik był poddany takim cierpieniom i pokusom, że dzielił się ze swoim duchowym kierownikiem wyznaniem własnej słabości i małości, charakterystycznym dla ziemskiej drogi świętych: „Nawet w tych świętych dniach (Wielkanoc!) wróg wytęża wszystkie swoje siły, aby mnie nakłonić do zgody na jego bezbożne plany. W szczególności ten złośliwy duch próbuje wszystkimi rodzajami wyobraźni wprowadzić mi w serce myśli nieczyste i rozpaczliwe. […] Mój Ojcze, znajduję się właśnie w szponach demona, który z całych sił chciałby mnie wyrwać z rąk Pana Jezusa”.

Z czasem bezpośrednie ataki demonów stały się rzadsze, wzmógł się natomiast zamęt wokół osoby zakonnika. Pojawiły się opinie podważające jego świętość, niektórzy twierdzili, że ma słabość do płci pięknej. Nawet jego bracia mieli widzieć, jak wpuszczał nocą do klasztoru jakieś kobiety. Podobne oskarżenia pojawiły się kilkanaście lat później. Co prawda lekarze dziwili się, że przy opisanych wyżej objawach jeszcze żyje, ale to nie przeszkadzało innym uznać go za rozpustnika. Zamieszanie towarzyszące Ojcu Pio za życia pozostało przy nim także po jego śmierci. Dlatego jego beatyfikacja stała się możliwa dopiero w 1999 r., 31 lat po śmierci. Wszelkie zarzuty,...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: