13 kwietnia 2011

Podobnie jak przyznanie wreszcie przez Tuska, że Rosjanie starali się ze wszystkich sił, aby dotarł (oczywiście obok Putina) na miejsce katastrofy przed Jarosławem Kaczyńskim. Dotychczas twierdzono, że to „bzdura”. Był to element rozgrywania polskich polityków przez Moskwę rozpoczęty rozbiciem naszej wspólnej pielgrzymki katyńskiej. A Tusk na to ochoczo przystał. To zapomniane nie będzie. Podobnie jak ówczesne zachowanie szefa MSZ, nieodczuwającego żadnych wyrzutów sumienia. Więcej niż lekceważące potraktowanie Lecha Kaczyńskiego przekłada się teraz na odmowę uhonorowania pamięci prezydenta Polski, który zginął w drodze na wyjątkowe dla nas uroczystości. Prezydent był, według nich, „niesłuszny” i należy o nim jak najszybciej zapomnieć. Nawet jeśli trzeba będzie na to nieco poczekać, wszyscy ci ludzie, cała kamaryla Tuska-Komorowskiego infamii narodowej nie uniknie. Jestem tego całkowicie pewien. A Lech Kaczyński zostanie odpowiednio, uroczyście uczczony. W Warszawie, a nie tylko w innych polskich miejscach oraz na Węgrzech, w Gruzji czy Chicago.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: