Kasta po stronie skazanych za handel kobietami. SN orzekł na korzyść lidera KOD-Kapeli

fot. Ad
fot. Adobe Stock

Kraj [KOD, handel ludźmi, prostytucja]

Związany z Komitetem Obrony Demokracji Konrad M., lider KOD-Kapeli, został w dwóch instancjach skazany za handel kobietami, które wykorzystano do prostytucji. Wydawało się, że sprawiedliwości stało się zadość, ale okazało się, że to nie koniec. Obrońcy złożyli kasację do Sądu Najwyższego, który uchylił wyrok. Choć materiał dowodowy jest obszerny, SN ma wątpliwości, czy rzeczywiście doszło do przestępstw handlu ludźmi. W składzie orzekającym zasiadał wspierany przez KOD sędzia Włodzimierz Wróbel.

KOD-Kapela to odnoga KOD, która zajmuje się przygotowywaniem oprawy muzycznej, m.in. podczas protestów totalnej opozycji. Na czele zespołu stał Konrad M. W środowisku KOD w 2017 roku wybuchł skandal, ponieważ ujawniono, że przeciwko liderowi zespołu toczy się proces o handel ludźmi.

Werbowali do domów publicznych

Prokuratura oskarżyła kilkanaście osób o to, że w latach 2004–2006 zwerbowały 93 kobiety, które miały zostać prostytutkami w nocnych klubach we Włoszech i w Grecji. Proceder zaczynał się od Konrada M., który oferował kobietom pracę w charakterze „hostess”. Oskarżony spotykał się z kobietami w swojej firmie i przeprowadzał szkolenie. Nie wymagano od nich znajomości języków, lecz wyłącznie podstawowych zwrotów grzecznościowych po włosku lub grecku. Przyszłe „hostessy” zanim dostały zaproszenie na spotkanie, musiały przesłać zdjęcia twarzy i sylwetki. Kandydatki do pracy musiały pokazywać ubrania, które miały zabrać ze sobą do Włoch. M. po zakwalifikowaniu pokrzywdzonych do pracy podpisywał z nimi umowy. Na jego żądanie kobiety podpisywały weksle, co miało gwarantować, iż dana osoba podejmie pracę we wskazanym miejscu. Właściciele klubów mieli płacić M. za każdy dzień pracy przysłanej przez niego kobiety. Ofiary na miejscu dowiadywały się, że mają uprawiać seks z klientami nocnych klubów. Żadna z pokrzywdzonych nie była informowana o rzeczywistym charakterze pracy we włoskich klubach.

Po ujawnieniu tych informacji władze KOD chciały, aby do prawomocnego wyroku Konrad M. nie pojawiał się na ich protestach. Ten jednak zignorował zalecenie, a po jego stronie stanęła część środowiska KOD.

Wyroki i więzienie

W czerwcu 2017 roku Sąd Okręgowy w Krakowie orzekł, że handel kobietami odbywał się w ramach zorganizowanej grupy przestępczej i skazał Konrada M. na 6,5 roku pozbawienia wolności. W apelacji obrona skazanego przekonywała m.in., że M. nie wypełnił swoim zachowaniem znamion przestępstwa handlu ludźmi. Zarzucono również, że sąd pierwszej instancji naruszył reguły procesowe. W apelacji wniesiono o uniewinnienie, ewentualnie o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania sądowi pierwszej instancji lub wymierzenie kary w mniejszym wymiarze. Wniesiono także o „zmianę opisu i kwalifikacji prawnej czynu poprzez uznanie działania M. za wypadek mniejszej wagi”.

W lutym 2019 roku Sąd Apelacyjny w Krakowie złagodził karę, skazując M. na 4 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Zdaniem składu orzekającego, Konrad M. nie kierował zorganizowaną grupą przestępczą. Jednocześnie sąd stwierdził, iż w zakresie działalności polegającej na handlu ludźmi oskarżeni działali wspólnie i w porozumieniu, a więc w ramach współsprawstwa. „W przedmiotowej sprawie nie budzi wątpliwości, iż oskarżeni działali wspólnie i w porozumieniu, każdy z nich wykonywał czynności związane z ostatecznym dokonaniem przestępstwa handlu ludźmi” – czytamy w uzasadnieniu wyroku SA w Krakowie. Wyjaśniono, że możliwe jest dokonanie przestępstwa handlu ludźmi nawet bez istnienia zorganizowanej grupy przestępczej.

SA podkreślił w uzasadnieniu, że oskarżony miał pełną wiedzę na temat tego, jak wygląda w rzeczywistości praca, którą podejmą pokrzywdzone. Te informacje uzyskał bezpośrednio od nich, ponieważ dzwoniły one do niego z Włoch, a także od innych oskarżonych. Jak wynika z zeznań pozostałych osób, M. również przyjeżdżał do Włoch i widział pracę kobiet. „Z zeznań pokrzywdzonych wynika, że nawet gdy żaliły się oskarżonemu na rzeczywisty charakter pracy, do której je wysłał, oskarżony albo bagatelizował ich stwierdzenia, albo w ogóle na nie nie reagował, i sytuacja nie zmieniała się” – napisano w uzasadnieniu. SA podkreślił, że działania klientów, którzy posuwali się wobec pokrzywdzonych do czynności o charakterze seksualnym, niewątpliwie miały związek przyczynowy z działaniem M., były wynikiem werbowania kobiet i wysyłania ich do klubów włoskich. Sąd odwoławczy uznał, iż wypełnione zostały znamiona handlu ludźmi, który polega na werbowaniu, transporcie, przekazywaniu, przechowywaniu lub przyjmowaniu z zastosowaniem gróźb lub użyciem siły, lub też wykorzystaniem innej formy przymusu, uprowadzenia, oszustwa, wprowadzenia w błąd, nadużycia władzy lub wykorzystania słabości. SA powołał się na orzeczenie Sądu Najwyższego, z którego wynika, że zachowanie polegające na nakłanianiu kobiet do wyjazdu za granicę oraz wprowadzaniu ich w błąd co do charakteru wykonywanej tam pracy wypełnia znamiona przestępstwa handlu ludźmi (postanowienie SN w sprawie III KK 177/07). Sąd odwoławczy stwierdził, że M. osiągał korzyści majątkowe z prostytucji.

Konrad M. pod koniec czerwca 2019 roku stawił się w areszcie śledczym Warszawa Służewiec. W drodze do więzienia towarzyszyli mu jego zwolennicy. „Konrad, trzymaj się! Za komuny siedzieli, będziemy wszyscy siedzieć i teraz!” – mówili. M. był wzywany do odsiadki już wcześniej, ale nie odpowiadał na wezwania.

Komuna w składzie orzekającym

Obrońcy oskarżonych złożyli jednak kasację do SN. Maciej Brzózka z zespołu prasowego SN poinformował „Gazetę Polską”, że sprawa została rozpoznana na rozprawie 8 grudnia 2021 roku w Izbie Karnej. Z kolei 21 grudnia 2021 roku zapadł wyrok częściowo uchylający rozstrzygnięcie zaskarżone przez obronę. SN przekazał sprawę SA w Krakowie do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym. Tym samym przychylił się do wniosków m.in. Konrada M.

Przewodniczącym składu orzekającego był sędzia Waldemar Płóciennik. Jak podał kilka lat temu portal Niezalezna.pl, skazał on Zofię Pietkiewicz na 8 miesięcy bezwzględnego więzienia za znieważenie milicjanta. Płóciennik był także szefem koła Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. W 2010 roku przewodniczył składowi SN, który podjął uchwałę, że zbrodnie komunistyczne, w tym sądowe, podlegają przedawnieniu zgodnie z Kodeksem karnym, a więc najczęściej po 15 latach. 

W składzie orzekającym był również sędzia Eugeniusz Wildowicz. Jak wynika z akt IPN, był on zarejestrowany jako kontakt operacyjny SB w latach 1987–90. Działał pod ps. Gienek. W styczniu 1990 roku zdjęto go z ewidencji, a materiały zniszczono „we własnym zakresie” przez jednostkę rejestrującą SB.

Ulubieniec KOD-u z Sądu Najwyższego daje nadzieję Konradowi M.

Sędzią sprawozdawcą był znany z krytykowania rządu Włodzimierz Wróbel. To sędzia, który był wielokrotnie wspierany przez KOD. Było tak m.in. w maju zeszłego roku, kiedy Izba Dyscyplinarna SN zajęła się sprawą immunitetu sędziego Wróbla. Wówczas w kilku miastach lokalni aktywiści KOD zorganizowali zgromadzenia poparcia dla sędziego. Organizacja zainicjowała także internetową akcję „Murem za sędzią Wróblem”.

Właśnie on przedstawił ustne motywy wyroku SN w sprawie M. Jak podał portal Prawo.pl, na rozprawie sędzia Wróbel stwierdził, że kontrola przeprowadzona przez sąd odwoławczy była wadliwa i trzeba ją przeprowadzić jeszcze raz. „Powodem zwrócenia sprawy do Sądu Apelacyjnego było niewyjaśnienie, czy doszło do przestępstwa handlu ludźmi” – mówił sędzia. Choć zarówno materiał dowodowy, jak i argumentacja obu instancji są obszerne, w ocenie SN wciąż każde przestępstwo z osobna wymaga udowodnienia w zakresie przypisywanych znamion. Obrońcy twierdzili, że nie w każdym przypadku doszło do wyzysku czy czynności seksualnych. 

Sędziemu Wróblowi nie spodobało się również, że w zaskarżonym wyroku znalazły się sformułowania: „znaczna część” i określił je jako „uogólniające”. Konrad M. utrzymuje, że jest niewinny.

Podstawa do wyłączenia sędziego i szanse dla handlarzy ludźmi

Profesor prawa, który chce zachować anonimowość, mówi „GP”, że relacje sędziego Wróbla z KOD mogą budzić wątpliwości co do jego bezstronności. – W każdej sprawie sądowej odbiorca zewnętrzny musi mieć przekonanie, że sąd jest bezstronny – podkreśla. Jak dodaje nasz rozmówca, są to kwestie ocenne, ale w tej sprawie istnieją podstawy, by SN podjął się wyjaśnienia wątpliwości związanych z sędzią Wróblem. Ewentualne wyłączenie mogłoby nastąpić na wniosek. Zapytaliśmy zespół prasowy SN, czy sędzia Wróbel złożył wniosek o wyłączenie, ale do zamknięcia tego numeru tygodnika nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Brał on jednak udział w wydaniu wyroku, zatem jeżeli nawet taki wniosek pojawił się w SN, to musiał zostać oddalony.

O kasacji rozmawialiśmy także z aktywistką organizacji wspierającej ofiary handlu ludźmi, która była zaangażowana w sprawę Konrada M. Jak mówi, ten proceder w dużej mierze opierał się na presji psychologicznej. – Coraz rzadziej obserwujemy przypadki handlu ludźmi z twardą przemocą – mówi nasza rozmówczyni i podkreśla, że nowe metody są trudne w ocenie zarówno dla śledczych, jak i dla sądów. – Nasze sądy nie są na to przygotowane, nie rozumieją psychologicznej gry przestępców, a ci to wykorzystują, szukają argumentów, na które nie potrafi albo nie chce odpowiednio reagować wymiar sprawiedliwości – mówi aktywistka.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze