„Fit for 55” nie dla polskiej gospodarki

FOT. PAP/RAFAŁ GUZ
FOT. PAP/RAFAŁ GUZ

KRAJ [Wywiad]

Bez dwóch zdań „Fit for 55” nie jest w pełni przyjazny polskiej gospodarce i polskim obywatelom. Dlatego nie ma teraz bardziej aktywnego państwa niż my w procesie konsultowania szczegółowych rozwiązań. Dziś już wszystkie kraje UE znają nasze stanowisko – mówi nam minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. Z minister klimatu i środowiska rozmawia Jacek Liziniewicz

Pani Minister, ceny prądu, ale również gazu, stały się nieoczekiwanie najważniejszym tematem na początku roku. Jakie są źródła kryzysu? Dlaczego te ceny rosną?

Zacznijmy od tego, że są przyczyny uniwersalne, jak wzrost popytu. Świat wychodzi z kryzysu związanego z pandemią. Gospodarka ruszyła, zwiększyła się produkcja i tym samym rośnie m.in. zużycie gazu. W Polsce dochodzi jeszcze inny czynnik, jakim są uprawnienia do emisji CO₂. To dziś zupełnie nieprzewidywalny aspekt cen energii. Dobry przykład podaje premier Mateusz Morawiecki, używając porównania do przedsiębiorcy, który z dnia na dzień dowiaduje się, że podatek VAT jest podnoszony z 5 do 25 proc. Taka sytuacja jest niedopuszczalna z pozycji podmiotów, które muszą nabywać uprawnienia do emisji, ale również i całego kraju, gdyż paraliżuje to możliwości związane z realizacją celów założonych w strategii energetycznej Polski.

Jest tak źle?

W zasadzie nie ma możliwości, aby przewidzieć kolejne skoki cen uprawnień do emisji. W ostatnich tygodniach było już blisko uruchomienia mechanizmów interwencyjnych, ale nagle w grudniu, niemal magicznie, ceny zaczęły spadać. W prawie jest bowiem taki zapis, że jeżeli ceny uprawnień byłyby ponad trzykrotnie wyższe od średniej ceny uprawnień w okresie dwóch poprzednich lat, to wtedy można uruchomić rezerwy i zastosować mechanizmy interwencyjne.

Dziwne. W grudniu chyba akurat powinniśmy mieć szczytowe zapotrzebowanie. Chociażby dlatego, że to pierwszy miesiąc zimowy.

Należy sobie zadać pytanie, czy rzeczywiście działają tu zasady wolnego rynku, który ma motywować do ograniczania emisji i transformacji, czy jednak jest to jakiś rodzaj kryptowaluty. Dziś wpisując w wyszukiwarce internetowej „ETS” na pierwszych miejscach nie pojawiają się „dyrektywy europejskie”, lecz platformy do handlu tymi uprawnieniami. Czy taki był cel utworzenie systemu EU ETS? Na pewno w tym momencie nie wspiera to procesu modernizacji. Potrzebna jest zdecydowana reforma tego systemu, o którą postulujemy. Mówimy m.in. o wyłączeniu instytucji finansowych. W systemie ETS nie powinny uczestniczyć podmioty spekulujące ceną uprawnień do emisji CO₂, bo to sztucznie podnosi ceny energii. Obecnie system stał się pewnym rodzajem waluty, która funkcjonuje w UE w sposób absolutnie niekontrolowany. Dziś bowiem rola tych instytucji finansowych jest zupełnie niezrozumiała. W naszej opinii nad tym rynkiem nie ma żadnej kontroli, a ceny kreują podmioty finansowe, które mają jeden cel – zarabiać pieniądze.

Ceny energii są w dużej mierze również zależne od cen gazu.

Tutaj dochodzimy do polityki Gazpromu. Analizujemy raporty instytucji europejskich, które pojawiły się w grudniu, i mówią one wprost, że Algieria i Norwegia, które dostarczają gaz do Europy, w tym roku zwiększyły poziom dostaw o 25 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Tymczasem magazyny Gazpromu są zapełnione w 45 proc. To pokazuje, jak bardzo nierynkowe są zachowania Gazpromu i jak wykorzystuje on pozycję monopolisty.

Komisja Europejska chyba prowadzi postępowanie antymonopolowe wobec Gazpromu...

Prowadzi przygotowania do tego postępowania. Zbiera materiały i dowody, które pozwoliłyby uruchomić postępowanie antymonopolowe. Faktycznie to się jeszcze nie wydarzyło. Polska nieustannie i intensywnie zabiega w UE o stanowczą odpowiedź oraz podjęcie konkretnych i natychmiastowych działań w tej sprawie. Podczas ostatniego grudniowego spotkania z unijną komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager, zwróciłam uwagę, że tylko stanowcza i natychmiastowa reakcja oraz uruchomienie postępowania przeciwko Gazpromowi może przywrócić prawidłowe funkcjonowanie rynku energii. Pytaliśmy o konkretną datę, ale pani komisarz nie była w stanie odpowiedzieć. Dostarczamy więc kolejne wnioski i materiały. Mam nadzieję, że po świąteczno-noworocznej przerwie wreszcie doczekamy się konkretnej reakcji.

Zielona polityka UE i zagrywki Rosji są kluczowe w krótkoterminowym okresie. Z drugiej strony nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie zrobiliśmy wszystkiego, żeby się uniezależnić od takich czynników. Mówię tutaj o kwestii budowy elektrowni atomowej. Ani PiS, ani PO nie są jej przeciwnikami. Często deklarują nawet jej budowę. Rządzą w sumie od 2005 roku. Zaczynali więc, kiedy miałem 18 lat. Teraz mam 36 i nadal nic nie mamy poza przybliżonymi planami. Jak to możliwe?

Takie inwestycje mają to do siebie, że ich proces jest długotrwały. Ścieżka przygotowania inwestycji czy jej finansowanie są skomplikowane. W ostatnich tygodniach grudnia spółka Polskie Elektrownie Jądrowe wskazała preferowaną lokalizację dla pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. W naszym wypadku bez tego stabilnego źródła energii nie będziemy w stanie przeprowadzić transformacji energetycznej i zapewnić bezpieczeństwa energetycznego. Rozwój źródeł odnawialnych jest dla nas bardzo ważny i tutaj radzimy sobie dobrze.

Świadczy o tym liczba prosumentów.

Zgadza się. Dodatkowo Polska osiągnęła 15 proc. cel OZE na koniec 2020 roku. Według danych GUS, cel ten został zrealizowany z nawiązką na poziomie 16,13 proc. W Polityce Energetycznej Polski do 2040 roku postawiliśmy sobie cel miliona prosumentów, dzisiaj jest ich ponad 750 tysięcy. Taka dynamika pozwala zakładać, że osiągniemy go już w pierwszym kwartale tego roku. To świadczy o tym, że rośnie akceptacja społeczna dla OZE.

Czy od tego gospodarka stała się bardziej „zielona”?

Na pewno przekłada się to na akceptację dla transformacji energetycznej, a tym samym również dla dużych inwestycji, jak farmy wiatrowe na Bałtyku czy budowa elektrowni jądrowych, które są bezemisyjnym źródłem energii. Potrzebujemy stabilnych i czystych źródeł energii. Cieszymy się, że we wstępnych propozycjach Komisja Europejska zamierza uznać energetykę jądrową i gaz za zrównoważone źródła energii.

Specjalnie powiedziałem o szerokiej perspektywie czasowej, żeby zapytać, czy to nie jest tak, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. W Europie nie ma wielu zwolenników atomu. Czy nie okaże się, że w 2043 roku, gdy już wydamy 105 mld zł, większość państw UE stwierdzi: teraz to już nie jest zielone źródło energii. Rozbierajcie.

Nie patrzymy na to w ten sposób. Tak jak Turowa nie można zamknąć z dnia na dzień.

Nie można? Chyba w TSUE myślą inaczej. Zablokowanie środków z KPO wydawało się niemożliwe...

To jednak inna sytuacja. Inwestycję w atom finansujemy z własnych funduszy i idzie ona zgodnie z planem. Myślę, że harmonogram zostanie dotrzymany. Zgodnie z nim w 2026 roku rozpoczniemy budowę pierwszego bloku. Będzie gotowy w roku 2033, a w 2043 roku będziemy mieli już ostatnie reaktory. W tym wypadku dłużej będzie trwała procedura przygotowawcza niż sama budowa.

Szacuje się, że aby dokonać transformacji energetycznej, trzeba wydać 44 mld zł do 2050 roku. To więcej niż wydajemy na program Rodzina 500+. Pojawiają się głosy, że gdybyśmy byli już po transformacji, to rachunki byłyby niskie. Tymczasem pomija się skalę wydatków, jakie nas czekają. Według Instytutu Ochrony Środowiska, to około 295 mld euro.

Jeśli chodzi o OZE i ceny prądu, ta narracja jest nieprawdziwa. Niemcy mają ponad 40 proc. OZE, a ceny prądu są wyższe niż w Polsce. Wiele państw europejskich jest w podobnej sytuacji. Gdybyśmy mogli sobie wyobrazić idealny świat, w którym zawsze wieje wiatr i świeci słońce, a my mamy samowystarczalne gospodarstwa domowe, to pewnie OZE rozwiązywałoby nam problem. Tyle tylko, że taki świat nie istnieje.

Chciałem zapytać o system ETS. Ostatnio pojawiają się różne propozycje jego reformy. Czy ten temat w Unii Europejskiej jest w ogóle dyskutowalny? Wydaje się, że urzędnicy UE są wręcz szczęśliwi z takiego obrotu spraw. Jaką reformę lub rozwiązania proponuje Polska?

Jest prawdą, że zwolenników głębokiej reformy systemu ETS wielu nie ma. Są państwa, które dostrzegają dużo nieprawidłowości i byłyby w stanie się zgodzić na przykład na maksymalną kwotę uprawnień czy określone limity. To zabolało bowiem każdego.

Nie ukrywajmy jednak, że nie każdego tak jak Polskę.

Tak. Nikt na taką skalę jak my nie potrzebuje tych uprawnień. Nasza energetyka jest oparta w 70 proc. na węglu, więc siłą rzeczy system ETS uderza właśnie w nas.

Czy w ogóle możliwe jest opuszczenie systemu ETS?

Na pewno z naszej strony nie ma zgody na rozszerzenie tego systemu na inne sektory gospodarki, jak budownictwo czy transport. Z prostego powodu: na dziś on nie funkcjonuje w sposób prawidłowy na rynkach, na których już jest obecny.

Czy w tym wypadku obowiązuje zasada jednomyślności w UE i weto? Z pewnością przysługuje ono w sprawach podatkowych.

System ETS nie jest podatkiem, tylko opłatą za emisję. Wszystkie dotychczasowe dyrektywy, które były przyjmowane w tej sprawie, przyjmowano kwalifikowaną większością. Teraz w „Fit for 55” jest przygotowywana rewizja systemu w oparciu o tę samą podstawę prawną. Podnosimy, że założenia te zmieniają miks energetyczny, więc wymaga to jednomyślności. Na każdym etapie będziemy o to wnioskować i przy głosowaniu – wtedy kiedy będzie ono miało miejsce – będziemy wnioskować o jednomyślność w tej sprawie. Jeżeli nasze zabiegi formalne nie dadzą skutku, to prawdopodobnie będziemy kierować te sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Dziś jesteśmy na etapie konsultacji w ramach pakietu „Fit for 55”. Teraz pracują setki grup roboczych. Jesteśmy bardzo aktywni w tym procesie. Szukamy koalicji i przekonujemy do naszych propozycji rozwiązań. Jak wcześniej wspomniałam, jeśli chodzi o ETS, to chcielibyśmy wyłączenia z niego instytucji finansowych oraz zmiany mechanizmu kontroli. W drugiej kwestii sięgamy po przykład Wielkiej Brytanii, która po wyjściu z UE ma własny system i zmieniła mechanizm zezwalający na ingerencję, który można o wiele łatwiej wprowadzić. Naszym zdaniem powinniśmy iść w tym kierunku. Uważamy również, że zmiany wymaga algorytm, w ramach którego liczone są te emisje. Powinniśmy otrzymywać więcej praw i pokazywaliśmy to Komisji Europejskiej. Wchodziliśmy do ETS, gdy polska gospodarka mniej dynamicznie rozwijała się, a dziś wiele podmiotów w Polsce potrzebuje tych praw do emisji. Mamy mniej bezpłatnych uprawnień niż byśmy chcieli. KE tymczasem chce je w ogóle zabrać. Wracając jednak do „Fit for 55”, to bez dwóch zdań nie jest on w pełni przyjazny polskiej gospodarce i polskim obywatelom. Dlatego nie ma teraz bardziej aktywnego państwa niż my w procesie konsultowania szczegółowych rozwiązań. Dziś już wszystkie kraje UE znają nasze stanowisko.

*Teraz pytanie o Turów i negocjacje. Czy uda się zakończyć sprawę polubownie ze stroną czeską, zanim pojawi się opinia rzecznika TSUE? Spodziewamy się jej na początku lutego.

Jesteśmy gotowi do powrotu do rozmów ze stroną czeską choćby już. Niestety trafiliśmy na niefortunny okres – najpierw wybory parlamentarne, a później zmiana rządu. Na marginesie – podczas ostatniej Rady Ministrów UE spotkałam się z nową minister środowiska Czech. Odbyłyśmy krótką rozmowę. W połowie stycznia będzie głosowane wotum zaufania dla nowego rządu w Republice Czeskiej. Przed spotkaniem ze mną czeska minister chciała również spotkać się z samorządowcami z terenów przygranicznych. Wiemy, że wkrótce do tego dojdzie. A w drugiej połowie roku Czesi obejmują przewodnictwo w UE – jest wiele tematów, które nas łączą, i chcemy razem nad nimi pracować, liczę więc, że wkrótce uda się nam zażegnać ten spór.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze