Orzeł i papugi

Fakt, że po eksterminacji przedwojennej inteligencji, dwóch okupacjach i propagandowej nawałnicy III RP w ten sam sposób manifestujemy swoje przywiązanie do polskości, musi być zgorszeniem dla świata. Przecież, po ludzku rzecz biorąc, już dawno nie powinno nas być. Świat nie raz i nie dwa przedstawiał Polsce swoją propozycję nie do odrzucenia: „Czemóż to się w obłudzie nie kształcisz, uparta,/Nikogo nie okłamiesz, niczego nie udasz,/Choć znak twój – splugawiony, wierność – nic niewarta,/I krzyżom twym urąga tłum, a w tłumie Judasz./(...) Wypłosz orła z twych płócien, jak inni ptasznicy,/I na nowych sztandarach dziób wyszyj papuzi,/Od razu cię docenią szlachetni Anglicy,/Sprawiedliwi Moskale i bratni Francuzi”.

Nasycone gorzką ironią słowa Kazimierza Wierzyńskiego z tomu „Krzyże i miecze” (1946) wciąż są aktualne. A my znowu domagamy się prawdy, którą traktujemy jako synonim wolności. Zamiast przypiąć sobie do płaszczy fantazyjne kotyliony i sprowadzić patriotyzm do sprzątania trawników, uderzamy w trzy struny narodowej lutni: „Bóg, honor, Ojczyzna”. Świat ma pełne prawo czuć się nami zmęczony.

Warszawskie Stare Miasto i Krakowskie Przedmieście to niezwykła przestrzeń, wyznaczona murami archikatedry, posągiem Matki Boskiej Pasawskiej, pomnikami Jana Kilińskiego, Adama Mickiewicza i księcia Józefa Poniatowskiego, wreszcie figurą Chrystusa przy kościele św. Krzyża. Żadna z tych postaci nie jest przypadkowa. Nie jest też przypadkiem, że 150. rocznica wybuchu powstania styczniowego przypada akurat na czas nowych manifestacji patriotycznych.

Powrót Polaków do rozbudowanej symboliki narodowej jest naturalną odpowiedzią na żałosny stan państwa, które dostało się w ręce ludzi pozbawionych instynktu polskości i jeszcze raz przeobraziło się w kondominium sąsiednich mocarstw. To spontaniczna reakcja na procesy dokonujące się poza zasięgiem mediów. Tylko skończony głupiec może ten znak wspólnotowej wrażliwości lekceważyć. Przez blisko trzy...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: