Dostawy obowiązkowe rujnują naukę w Polsce

Felieton [Plagi akademickie]

Kończy się okres zbierania płodów rolnych, mamy za sobą radosne dożynki. Są radosne nawet wtedy, kiedy płody rolne niezbyt obfite, bo już rolnicy nie są obligowani do dostaw obowiązkowych. Nie wszyscy pamiętają, że w PRL chłopi byli zobowiązani do sprzedawania państwu po mocno zaniżonych cenach płodów rolnych.

Rzecz jasna, te restrykcje spotykały się z odmowami, buntami, bo zrealizowanie takich dostaw prowadziło do ubożenia rolników. Władze prowadziły rozmowy ostrzegawcze, niepokornych represjonowano. Ale nawet osoby partyjne uchylały się od tego obowiązku rujnującego rolników. W końcu ustawą z 26 października 1971 roku dostawy obowiązkowe uchylono, ratując tym rolnictwo. Inaczej jest w domenie akademickiej, gdzie akademicy nie byli zobowiązywani prawem do dostaw obowiązkowych swoich płodów intelektualnych, które winny powstawać w ramach ich działalności. Niemniej w praktyce życia akademickiego taki proceder, raczej obyczajowy, jak istniał, tak nadal

     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze