Moskiewska gra wokół Strefy Gazy

Na destabilizacji Bliskiego Wschodu Rosja zyskuje niemal zawsze. Choćby dlatego, że pojawia się okazja do dyplomatycznej aktywności i przypomnienia, że Moskwa chce być jednym z rozgrywających w regionie. Choć realia mocno weryfikują te ambicje. Tak jak w przypadku konfliktu Izraela z Hamasem. Choć Rosjanie próbowali zaistnieć w tej sprawie jako mediator, to Egipt (przede wszystkim) i USA doprowadziły do rozejmu (pytanie, na jak długo).

W ostatnich latach Kreml stara się prowadzić na Bliskim Wschodzie politykę nie tylko aktywną, ale i wielokierunkową. Z jednej strony kultywuje dobre relacje ze światem arabskim, a zwłaszcza Palestyną, z drugiej zacieśnia współpracę ekonomiczną i zbrojeniową z Państwem Żydowskim, które ma też pewne oczekiwania wobec Moskwy w kwestii Iranu. Kiedy jednak dochodzi do próby, a taką stał się konflikt w Strefie Gazy, potwierdza się, że priorytetem dla Rosji jest jednak świat arabski, nie Izrael. Kreml kieruje się tylko jednym kryterium: wpływem wydarzeń bliskowschodnich na pozycję globalną USA, wciąż wroga nr 1.

Na co liczył Hamas?

Hamas, założony po wybuchu tzw. pierwszej intifady w 1987 r., ma w swoim programie cel nadrzędny: zniszczenie Izraela. W 2006 r. mająca swoje korzenie w palestyńskim Bractwie Muzułmańskim organizacja wygrała wybory parlamentarne w Autonomii Palestyńskiej. Szybko doszło do krwawego konfliktu z Fatahem, od czasów Jasera Arafata organizacją dominującą w palestyńskim ruchu. Efektem jest dziś faktyczny podział Autonomii (nie tylko geograficzny) na dwie części: rządzony przez Fatah Zachodni Brzeg oraz zdominowaną przez Hamas Strefę Gazy.

Od poprzedniego wkroczenia wojsk izraelskich do Strefy Gazy (2008 r.) na pograniczu panował względny spokój. Ale od początku tego roku ostrzał rakietowy izraelskiego terytorium przez bojówki ze Strefy Gazy zaczął się stopniowo wzmacniać, by przybrać wymagające odpowiedzi rozmiary po październikowej wizycie w Gazie emira...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: