Dżihad po niemiecku

OPINIE [Jak skończyły się bezpieczne Niemcy]

Większość Niemców żyje dziś w poczuciu realnego zagrożenia, że w każdej chwili mijający ich na ulicy człowiek nagle, z okrzykiem „Allahu Akbar”, rzuci się na nich i zada śmiertelny cios. Kolejna fala emocji przelała się przez kraj w piątek 25 czerwca, gdy 24-letni Somalijczyk, który od sześciu lat mieszka w Würzburgu, w centrum tego spokojnego, 130-tysięcznego miasta, na placu Barbarossa, zabił nożem trzy osoby, a pięć ciężko ranił.

Postrzelony przez policję, został obezwładniony. Szef bawarskiego MSW, Joachim Herrmann, starał się natychmiast studzić emocje. W przekazie do mediów twierdził, iż napastnik był znany policji z powodu aktów przemocy, których się wcześniej dopuścił, i problemów psychiatrycznych. Dlatego jest za wcześnie, by oceniać, czy był to kolejny atak islamskiego terrorysty. To rutynowe uspokajanie opinii publicznej przez niemieckie władze wywołuje odwrotny skutek. Według badań German Marshal Found, już w 2009 roku większość Niemców z

     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze