Polska posmoleńska

W 2007 r. udał się kontratak sił zainteresowanych utrzymaniem statusu politycznego, wypracowanego w 1989 r. Te siły przejęły władzę. Jednak znaczna część urzędów pozostawała pod kontrolą zwolenników IV RP. Elity polityczne były przerażone możliwością powrotu do idei nowej republiki. Bez względu na wyniki wyborów dokonywały się zmiany w świadomości ludzi.

Katastrofa sprzed roku postawiła na ostrzu noża sprawę dalszego kierunku rozwoju kraju. Pogodzenie się ze śmiercią elity narodu, która w większości reprezentowała kierunek zmian, spowodowałoby, że Polska pozostanie państwem zarządzanym przez wąskie grupy interesów, mające często umocowania poza granicami, szczególnie w Moskwie. Miliony ludzi uczestniczących w żałobie narodowej płakały nie tylko po swoim prezydencie, ale też chciały dać wyraz temu, że proponowana Polska im się nie podoba. Władze postanowiły ten ruch zdusić. Zderzyły się z autentycznym oporem społecznym. Nie byliśmy jedyni, ale każdy, kto uczciwie spojrzy na ostatnie wydarzenia, musi przyznać, że wydawane przez nas media i ogromna sieć klubów „Gazety
Polskiej” stały się animatorami tego ruchu.

Czego chcemy? Chcemy prawdziwego wyjaśnienia, jak zginął nasz Prezydent, ukarania winnych, uczczenia poległych. Chcemy też innej Polski – suwerennej i dającej wszystkim obywatelom równe szanse. Polska posmoleńska została tak właśnie podzielona: na tych, którzy tego chcą, i tych, którym te postulaty są obojętne albo wrogie. Polacy będą musieli wcześniej czy później dokonać zasadniczego wyboru. Od 10 kwietnia 2010 r. chować głowy w piasek już się nie da.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: