Krzyk nie pomógł

Felieton [Krótko i na temat]

Protesty w obronie wolności i swobód naszych bliskich sąsiadów zawsze miały swoją specyfikę. Bardzo często łączyły na chwilę osoby z bardzo różnych stron naszych politycznych sporów.

Gdy na początku wieku pierwszy raz ruszyliśmy masowo okazać solidarność Ukrainie, pod jej ambasadą sam Marek Borowski skandował z tłumem „Precz z komuną!” i tylko okrzyków „Mazowiecki też jest z nami”, przyniesionych przez młodzieżówkę gasnącej Unii Wolności, nikt nie podchwycił. Gdy dekadę później znów trzeba było wesprzeć Ukraińców, tym razem pod ambasadą Rosji, okazało się, że dla wielu przybyłych równie wielkim problemem co sam Putin, jest wspomnienie przez jednego z mówców o Smoleńsku. Wtedy już nasza ulica zaczynała pękać. Większość uczestników przychodziła jednak kierowana szlachetnymi pobudkami, choć część z nich nie miała nic przeciwko temu, by później ofiary prześladowań za miedzą wykorzystać do swoich celów. Gdy w początkach rządów PiS jeden z białoruskich aktywistów

     
53%
pozostało do przeczytania: 47%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze