Sennik polski

Sęk w tym, że wyrwani z własnego letargu i gotowi do współdziałania znaleźliśmy się w przestrzeni, która tylko w niewielkim stopniu przypomina jawę. To raczej wielopiętrowy, absurdalny koszmar, którego kolejne epizody nie mają żadnych konsekwencji. Rząd oskarżany o tuszowanie zbrodni nadal sprawuje władzę. Ciała poległych w Smoleńsku zostały zamienione, ale nikt nie ponosi za to odpowiedzialności. Niewygodni dla Rosjan świadkowie są znajdowani martwi? Prawdopodobnie zabili się z powodu nieszczęśliwej miłości. Detektory materiałów wybuchowych po bliższych oględzinach okazują się wykrywaczami dezodorantów. Podejrzewam, że gdyby podczas konferencji prasowej prokuratorowi wyrósł zielony róg na czole, też nikogo by to nie zdziwiło. W onirycznym świecie wszystko jest przecież możliwe.

Zbigniew Herbert mówił kiedyś o „socjalizmie z ludzką twarzą”: – To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia. Jak jest potwór, to powinien mieć twarz potwora. Ja nie wytrzymuję takich hybryd, ja uciekam przez okno z krzykiem. Chyba wszyscy czujemy się dziś podobnie. Tyle że potwór III RP jest dużo bardziej przerażający niż peerelowska hybryda. Nie musi nosić maski. Ukryty za sceniczną kurtyną, zmienia naszą rzeczywistość w fikcję. Pamiętają państwo film Davida Lyncha „Mulholland Drive”? – Wszystko jest iluzją – powtarza konferansjer w klubie „Silencio”. – Wydaje wam się, że słyszycie orkiestrę, ale to wszystko jest nagrane na taśmę.

Prawie trzyletni już wysiłek patriotów w sprawie Smoleńska polega na upartym dążeniu do ustalenia prawdy. Rodziny poległych, naukowcy, politycy, dziennikarze i blogerzy weryfikują wszelkie dostępne materiały, przeprowadzają logiczne dowody, obalają propagandowe tezy. Większość z nas – zgodnie z tradycją cywilizacji zachodniej – zakłada, że oficjalne potwierdzenie zamachu będzie rozstrzygające. Oszukiwanym wyborcom opadną klapki z oczu, naród osądzi zdrajców, a Zachód pomoże nam ukarać zbrodniarzy. Wierzymy, że z faktami się nie...
[pozostało do przeczytania 42% tekstu]
Dostęp do artykułów: