Białawy Człowiek

Potem padło pytanie o sensacyjną informację „Rzeczpospolitej”. Pan Głowacki przybrał swoją ulubioną minę złajdaczałego zgrywusa i dalejże z tubylców szydzić. Że „tutaj” to „coś takiego ludzie mają”, że gdyby w Polskę uderzył taki huragan jak Sandy, to by mówili, że tam Putin, he, he, w środku siedzi i rękami macha albo co. Że „tutaj” to zaraz księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego, mesjanizm i inne takie bzdury. Trotyl? On nie widzi żadnego powodu, dla którego ktoś miałby strącać tego tupolewa. Literat z prowadzącym pokiwali głowami z politowaniem nad polskim mesjanizmem i pozostawili nas w poczuciu wstydu, że tak nam daleko do Białego Człowieka.

Kurt Vonnegut pisał w „Matce Nocy” o ludziach, których mózgi przypominają zegar, w którego trybach ktoś wypiłował niektóre zęby. Właściwie − oni sami je sobie wypiłowali. Dzięki temu zegar chodzi prawidłowo od, powiedzmy, szóstej do pierwszej, potem gładko przeskakuje na trzecią trzydzieści, chodzi pół godziny i znowu przeskakuje… I nie jest w stanie tych skoków zauważyć.
Białawy Człowiek, który zaszczycił nas w TVN24 w pamiętny poranek, musiał na swojej mózgownicy dokonać takiej samej vonnegutowskiej operacji. Na jednym oddechu potrafił zachwalać sprawność Amerykanów podczas „september eleven” i chwilę potem de facto chwalić Tuska za sposób, w jaki on postąpił z „april ten”. I nic mu w wypiłowanych pracowicie trybach nie zazgrzytało. Nie przyszło do białawej głowy zapytać, jak by ci słusznie przez niego chwaleni Amerykanie potraktowali podobnych mu mędrków, którzy zamiast wzorcami bohaterstwa karmiliby ich hagiografią współpracusiów, a po „september eleven” wmawiali, że nie ma sensu grzebać w popiołach WTC i szukać winnych, bo po co ktoś miałby je specjalnie wysadzać?
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: