Enklawa nadmiaru energii

Niechciany prezent od sąsiada

Możliwość budowy elektrowni przewidywał program rozwoju tego obwodu przyjęty w 2001 r. W 2008 r. Rosatom podpisał z miejscowymi władzami porozumienie o budowie, w 2009 r. premier Putin wydał w tej sprawie rozporządzenie, a w 2010 r. wmurowano kamień węgielny. Koszt Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej oszacowano na 6,5 mld dol. Ma być ona w pełni gotowa w 2018 r.

Nasi specjaliści byli wcześniej przekonani, że bez umowy z Polską ta budowa nie ruszy, bo nie ma ona ekonomicznego sensu. Kaliningrad nie potrzebuje energii z atomu na własne potrzeby, a żaden sąsiad jej nie chce. Mimo to Rosjanie mówią stale o eksporcie prądu, a opłacalność rosyjskiej inwestycji mogłaby zapewnić jedynie sprzedaż prądu do Polski.

Ekspert ds. energetyki Instytutu Sobieskiego, Tomasz Chmal, zauważa, że „nikt nie podejmie decyzji dotyczącej inwestycji energetycznej na taką skalę, jeśli nie jest przekonany, że będzie w stanie produkowaną energię elektryczną sprzedać”. Zdaniem Chmala, w czarnym scenariuszu, gdyby Polska nie zrealizowała zapowiadanych inwestycji w energetykę, moglibyśmy zostać skazani na import prądu z Kaliningradu.

Jak Rosjanie chcą wejść do Polski, skoro polskie władze zapewniają, że nie wejdą? Na pewno postarają się zjednać sobie decydentów, a jeśli się to nie uda, to spróbują ich zmienić. Koszty nie grają roli, gdy chodzi o możliwość zarzucenia energetycznego arkanu na sąsiadów.

Współpraca, której nie ma

Moskwa może też osiągnąć swój cel poprzez przejęcie kontroli nad kluczowymi polskimi firmami, takimi jak Energa SA, która ma blisko 200 tys. km sieci przesyłowych. Po rezygnacji z budowy nowej elektrowni w północno-wschodniej Polsce już za kilka lat powstać może w tym regionie próżnia energetyczna, w którą Rosjanie z ochotą by weszli.

Polski minister skarbu stwierdził, że rozumie obawy dotyczące budowy w obwodzie kaliningradzkim...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: