Seks w czasach realnego socjalizmu

Felieton [Wrzutka]

Zapytano mnie niedawno o seks w PRL. Odpowiedziałem, że był, jak wszystko wtedy, biedny i zakłamany. Z jednej strony oficjalnie panowała wielka surowość obyczajów, a nieoficjalnie – hulaj dusza, piekła nie ma! Po ciężkich latach stalinizmu nadeszło odreagowanie sprzęgnięte z falą seksu płynącą z Zachodu. Dzieci kwiaty, wolna miłość, choć bez prochów, za to przy mistelli. 

Nie było jeszcze aids, toteż główną metodą antykoncepcyjną pozostawała aborcja, traktowana zresztą dość luźno. Nie istniały takie pojęcia jak seksizm, mobbing, molestowanie. Dyrektor, który nie molestował sekretarki, był dziwolągiem. W dodatku w grze miłosnej mężczyzna był niezmiennie stroną czynną, a kobiecie wypadało się bronić, byle nie za bardzo, a po wszystkim mówić z anielską minką: „Jak dobrze, że do niczego nie doszło”. Co do biedy, przestępczości czy prostytucji, starano się je za wszelką cenę ukryć. Głównym efektem było, że wszelkie zjawiska tego typu działały nielegalnie. Od

     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze