Wesele po pandemii, dzieci po weselu. Dlaczego młodzi Polacy nie decydują się na dzieci

FOT. ADOBE STOCK
FOT. ADOBE STOCK

Kraj [Demografia, dzietność Polaków, decyzja o rodzicielstwie]

W dobie indywidualizmu młodzi Polacy mają coraz większe problemy z budowaniem trwałych relacji, a długie procesy kształcenia i chęć rozwijania kariery powodują, że na pierwsze dziecko decydują się bardzo późno. Utrudnienie stanowią wysokie ceny mieszkań oraz niewystarczające wsparcie opieki nad maluchami w pierwszych latach ich życia. Sytuację dodatkowo pogorszyła pandemia.

W 2020 roku w Polsce urodziło się tylko nieco ponad 355 tys. dzieci. To najmniej od 16 lat. Jak z kolei wynika z danych brytyjskiego urzędu statystycznego (ONS), w 2019 roku Polki urodziły w Wielkiej Brytanii 16,7 tys. dzieci. Najwięcej spośród wszystkich cudzoziemek, które tam mieszkają. 

Problemy pandemiczne

Bez wątpienia nie sprawdziły się przewidywania sprzed kilku miesięcy, według których konieczność pozostania w domu miała spowodować wzrost urodzeń. Efekt był dokładnie odwrotny. Niepewność ekonomiczna, obawy o utrzymanie miejsca pracy, a także trudna sytuacja w służbie zdrowia sprawiły, że część Polaków odłożyła decyzję o powiększeniu rodziny. Nie ma również wątpliwości, że te decyzje zostały przesunięte ze względu na zakaz organizacji wesel. W związku z tym większość par postanowiła przesunąć też datę ślubu, co z kolei opóźnia moment pojawienia się pierwszego dziecka. Demografowie twierdzą, że po pandemii na pewno nastąpi wzrost urodzeń, jednak trudno będzie odbudować straty. Na to bowiem wpływ ma szereg czynników, które od dawna mają negatywne oddziaływanie.

Weryfikacja planów

Fundacja Życie przez ponad 10 lat prowadziła kursy dla narzeczonych. Obecnie organizuje liczne inicjatywy wspierające i promujące życie rodzinne. Działacze fundacji podkreślają, że oceniając problemy demograficzne, należy rozróżnić dzietność oraz dzietność potencjalną. Pierwsza odnosi się do liczby faktycznie urodzonych dzieci, druga tego, ile potomstwa planują posiadać pary. Okazuje się, że najczęściej dzietność potencjalna jest wyższa średnio o jedno dziecko. Oznacza to, że znaczna część polskich rodziców w praktyce posiada mniej dzieci, niż chciała mieć początkowo. Pojawiają się bowiem czynniki blokujące. Z kolei u Polek mieszkających w państwach zachodnich faktyczna dzietność na ogół pokrywa się z dzietnością potencjalną, a zdarza się nawet, że ta pierwsza jest wyższa. 

Nietrwałe relacje

– U dużej części młodych obserwujemy nastawienie indywidualistyczne, konsumpcyjne, hedonistyczne – zwraca uwagę Małgorzata Owczarska z Fundacji Życie. Działacze i eksperci zaobserwowali, że coraz częściej pojawia się strach przed stałym związkiem oraz trudności w utrzymywaniu trwałych relacji. Choć Polacy wciąż dążą do związków i boją się samotności, to jednak przybywa singli z wyboru, którzy uważają, że życie w pojedynkę będzie szczęśliwsze. Podczas prowadzonych kursów działacze zadawali narzeczonym pytanie o to, czy w przyszłości dopuszczają rozwód. Aż 50 proc. z nich odpowiedziało twierdząco. – To bardzo dużo. Zwróćmy uwagę, że to ludzie, którzy jeszcze nie weszli w związek małżeński – ocenia Michał Owczarski, prezes fundacji. – Oczywiście za decyzją o rozwodzie zawsze stoją jakieś przyczyny, ale niestety obserwujemy u młodych ludzi także swego rodzaju niewiarę w to, że małżeństwa mogą być trwałe – dodają działacze prorodzinni. 

Zauważają, że jeżeli życie skupia się na przyjemności, to potrzebne są wciąż nowe doznania. – Życie toczy się od doznania do doznania. Konieczne jest też zwiększanie ich intensywności, żeby nie było nudy. Jeżeli ktoś żyje w ten sposób, to nie ma miejsca na dzieci i rodzinę – podkreśla szef Fundacji Życie. 

Jedno, nie więcej

Eksperci zwracają również uwagę na sytuację, kiedy dana para już ma jedno dziecko, ale związek nie potrafi poradzić sobie z problemami w relacji. Wtedy rodzice najprawdopodobniej nie podejmą decyzji o dalszym poszerzeniu rodziny, ponieważ brakuje poczucia bezpieczeństwa.

Istnieje duża grupa Polaków, którzy z góry zakładają, że chcą mieć tylko jedno dziecko. – Często jest tak, że dziecko stanowi swego rodzaju dopełnienie kariery, jest potrzebne do kolekcji posiadanych dóbr – uważa Małgorzata Owczarska. – Ci ludzie najpierw chcą się zabawić, zdobyć wykształcenie, zrobić karierę, a dopiero później mieć dziecko. Wszystko musi odbywać się według określonego planu – mówi ekspertka. Osoby z tej grupy czasami wychodzą z założenia, że sens ma posiadanie dziecka tylko w sytuacji, kiedy możliwe jest zapewnienie mu edukacji, rozwoju fizycznego i wyszukanych sposobów spędzania wolnego czasu na najwyższym poziomie. – Uznają, że jeśli nie będzie idealnie, to lepiej zrezygnować. To swego rodzaju nieakceptacja. W rodzinach wielodzietnych podejście jest wręcz odwrotne. Dzieci, relacje z nimi i zaangażowanie na ich rzecz stanowią wartości same w sobie – zwraca uwagę ekspertka. Inna grupa to ci, u których wykonywany zawód przeszkadza w podjęciu decyzji o pierwszym dziecku. Dotyczy to m.in. lekarzy czy prawników, których ścieżka kształcenia jest bardzo długa.

Niestety powyższe zjawiska najczęściej skutkują tym, że kobieta rodzi pierwsze dziecko dopiero około trzydziestego roku życia. Wtedy jednak zajście w ciążę bywa trudniejsze niż w młodszym wieku. Pojawiają się problemy z płodnością i ryzyko komplikacji w ciąży. Lekarze natomiast wskazują, że z punktu widzenia biologii i medycyny najlepszym momentem na pierwszą ciążę jest wiek 25 lat. 

Nadzieja na lepsze jutro

Fundacja Życie zwraca uwagę również na inne kwestie. – Ludzie starają się przewidywać, liczą na pewność jutra, stabilizację. Łatwiej o decyzję o posiadaniu dziecka, gdy można liczyć, że sytuacja w kraju za jakiś czas nie zmieni się na gorsze – mówi Michał Owczarski. Na początku XXI wieku zauważono, że osoby urodzone podczas wyżu w latach 80. miały już znacznie mniej dzieci niż ich rodzice. To pokolenie wychowało się bowiem w czasach kryzysu lat 90., w latach ich dorastania doszło również do poważnych przemian kulturowych, wzrostu postaw hedonistycznych i konsumpcjonistycznych. 

Między innymi prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, przypomina, że liczba urodzeń zależy od liczby kobiet, które mogą zajść w ciążę. Tych natomiast jest coraz mniej. Eksperci wskazują, że przyczyną była sytuacja demograficzna sprzed 20 czy 30 lat, kiedy również urodziło się mało dzieci. Podkreśla to także Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. „Obserwowany obecnie spadek liczby urodzonych dzieci jest wynikiem przede wszystkim wchodzenia w wiek prokreacji roczników niżu demograficznego lat 90. XX wieku” – ocenia Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej.

Obecnie natomiast ogromna część młodych Polaków boryka się z problemami mieszkaniowymi. Jak wynika z „Raportu o stanie mieszkalnictwa” opublikowanego w ubiegłym roku przez Ministerstwo Rozwoju, aż 45,1 proc. osób w przedziale wiekowym od 25 do 34 lat nadal mieszka z rodzicami. Warto jednak pamiętać, że połowa Polaków mieszka w domach jednorodzinnych, gdzie łatwiej o zorganizowanie miejsca dla kolejnych osób. Mieszkanie w domu niekoniecznie więc musi blokować decyzję o posiadaniu dzieci. Niemniej jedną z najważniejszych przyczyn faktu, iż duża część Polaków wciąż mieszka z rodzicami, są wysokie ceny kupna i najmu mieszkań. Młodzi Polacy na ogół nie planują powiększenia rodziny, jeżeli żyją w mieszkaniach wynajmowanych, co jest związane z tymczasowym charakterem najmu. Co więcej, właściciele mieszkań często nie chcą udostępniać swojej własności rodzinom z dziećmi m.in. w obawie przed zniszczeniem podłóg czy ścian przez kilkulatków. Wynajmujący obawiają się również, iż rodziny nie będą chciały wyprowadzić się po upływie terminu najmu. Ta forma nie zapewnia więc stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Nowy program mieszkaniowy zapowiedział niedawno wicepremier Jarosław Gowin.

Kto zaopiekuje się dzieckiem?

Zdaniem wielu ekspertów kwestie związane z pracą i organizacją opieki nad potencjalnym potomkiem czasami mogą mieć większy wpływ na podjęcie decyzji o posiadaniu dziecka niż sprawy czysto finansowe. Istotnym problemem jest niewystarczające wsparcie pomiędzy pierwszym a trzecim rokiem życia dziecka. – Sytuację ratują najczęściej babcie, ale przecież nie każdy może na nie liczyć. One również zmagają się z różnymi problemami – mówi Michał Owczarski. Z kolei Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, wielokrotnie postulował zorganizowanie odpowiedniego wsparcia dla babć i dziadków, którzy opiekują się wnukami. 

Wciąż istnieje problem z dostępnością żłobków, szczególnie w małych miejscowościach. Jednocześnie rodzice narzekają na wysokie opłaty za miejsce w placówce. Sytuacja stopniowo poprawia się dzięki programowi Maluch Plus. Minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg zapowiedziała, że w 2021 roku przeznaczonych zostanie 341 mln zł na placówki opieki dla dzieci do trzech lat. Ma powstać 25 tys. nowych miejsc. Obecnie ponad 54 proc. gmin nie świadczy opieki dla dzieci do trzech lat. 

Istotnym czynnikiem, który wzbudził obawy kobiet po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, jest zapewnienie odpowiedniej opieki nad niepełnosprawnymi dziećmi. Wszyscy eksperci wskazują, że niezbędne jest zorganizowanie szerokiego wsparcia dla rodzin wychowujących dzieci z rozmaitymi chorobami. 

„500 plus” pomogło, ale potrzeba kolejnych narzędzi

Resort rodziny podkreśla, że współczynnik dzietności wzrósł przez wprowadzenie świadczenia „500 plus” i do 2019 roku utrzymywał się na wyższym poziomie niż wcześniej. „Mimo pozytywnego trendu pandemia może doprowadzić do spadku współczynnika, ponieważ zawsze w czasach niepokoju (wojny, klęski żywiołowe, epidemie) zmniejsza się poczucie bezpieczeństwa ludności, w efekcie czego dzietność spada. Niewątpliwie bez programu 500+ sytuacja byłaby gorsza. W latach 2015–2019 urodziło się w Polsce o 102 tys. dzieci więcej, niż zakładała prognoza GUS w wariancie wysokim” – informuje nas ministerstwo. Eksperci podkreślają, że w latach 2016–2017 w ogólnej liczbie urodzeń zwiększył się udział dzieci drugich i trzecich. Wskazują, że właśnie w rodzinach wielodzietnych program „500 plus” jest najbardziej odczuwalny i stanowi realny bodziec finansowy. – Wsparcie pomogło w dzietności rodzin, w których było kilkoro dzieci. Przekonało ich do podjęcia decyzji o kolejnych – zauważa Michał Owczarski. Nie wpłynęło jednak w oczekiwanym stopniu na tych, którzy jeszcze nie mają dzieci. Ci bowiem są blokowani głównie przez problemy w relacjach międzyludzkich, mieszkaniowe oraz związane ze zorganizowaniem opieki nad dziećmi. 

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze