Epitafium dla Wernyhory

Przynajmniej tak odbieraliśmy go jako licealiści w ostatnich latach PRL. Każda nasza gitarowa prywatka zaczynała się od ballad Stachury i bieszczadzkich smętów, później były „Mury” i „Sen Katarzyny II”, ale prawdziwą energię niosły utwory Gintrowskiego do słów Jerzego Czecha: „Karol Levittoux” i „Margrabia Wielopolski”. Po pierwsze skuteczniej niż okrojone lekcje historii budowały w wyobraźni mit polskości, a po drugie, inspirowały do działania. Gdy je śpiewaliśmy, atmosfera gęstniała jak...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: