Jak z tą Unią?

Albo jeżeli ktoś bierze kredyt nie na mieszkanie – konieczne, by założyć rodzinę i mieć potomstwo właśnie wtedy, kiedy na to czas, a nie wtedy, gdy wreszcie będzie go na to stać − ale na bieżącą konsumpcję, „plazmę”, kino domowe, wycieczkę do Amazonii? Jeśli zadłuża się ponad to, co będzie w stanie oddać? Jeśli, dodajmy, bezmyślnie wierzy, że bank mu „daje” pieniądze, tak za nic, z miłości do niego, bo tak to sugerowała telewizyjna reklama − to kto jest winien jego późniejszym kłopotom? Instytucja kredytu jako taka, bank, faceci, którzy robili owe reklamy, czy może sam ów nieszczęsny idiota?

Nasz problem z Unią polega na tym, że en masse okazaliśmy się właśnie takimi idiotami. Nie wybraliśmy rządu, który by umiał i chciał przeczytać umowy ze zrozumieniem i objaśnić je nam. Nie zrozumieliśmy, że Unia „daje” nam pieniądze nie z bezinteresownej życzliwości, ale z tej samej przyczyny co bank, żeby mieć z tego także swój profit. A skoro nie zrozumieliśmy, to nie negocjowaliśmy.

A skoro nie negocjowaliśmy, to przepłacamy. Jak to mówił legendarny trener piłkarski: tak się gra, jak przeciwnik pozwala. Tak się robi interesy, jak pozwala na to kontrahent czy klient. Jeśli się w ogóle nie targuje − kto powie: nie, nie, pan nie rozumie, na czym sprawa polega, ja podałem cenę zawyżoną, pan zaproponuje połowę mniej, i tak po jakimś czasie ustalimy cenę do przyjęcia dla nas obu? Nikt tak nie powie. Zgodził się, frajer? W ogóle nie rozumie, że to targ, a nie miłość, wspólna sprawa i takie tam? To niech buli, jego problem, mój fart.

Jaki jest mój stosunek do Unii Europejskiej? Gdyby kiedykolwiek ode mnie to zależało, sformułowałbym interes polski w tej kwestii bardzo prosto i wziął nań długofalowy kurs jak na odległą latarnię morską. Powinniśmy zrobić wszystko, żeby być w europejskim obszarze gospodarczym, i jednocześnie zrobić wszystko, żeby nie być w strukturach politycznych UE. Czyli ideałem byłoby uzyskać status taki jak Norwegia.
...
[pozostało do przeczytania 7% tekstu]
Dostęp do artykułów: