Jak z tą Unią?

Albo jeżeli ktoś bierze kredyt nie na mieszkanie – konieczne, by założyć rodzinę i mieć potomstwo właśnie wtedy, kiedy na to czas, a nie wtedy, gdy wreszcie będzie go na to stać − ale na bieżącą konsumpcję, „plazmę”, kino domowe, wycieczkę do Amazonii? Jeśli zadłuża się ponad to, co będzie w stanie oddać? Jeśli, dodajmy, bezmyślnie wierzy, że bank mu „daje” pieniądze, tak za nic, z miłości do niego, bo tak to sugerowała telewizyjna reklama − to kto jest winien jego późniejszym kłopotom? Instytucja kredytu jako taka, bank, faceci, którzy robili owe reklamy, czy może sam ów nieszczęsny idiota? Nasz problem z Unią polega na tym, że en masse okazaliśmy się właśnie takimi idiotami. Nie wybraliśmy rządu, który by umiał i chciał przeczytać umowy ze zrozumieniem i objaśnić je nam. Nie zrozumieliśmy, że Unia „daje” nam pieniądze nie z bezinteresownej życzliwości, ale z tej samej przyczyny co bank, żeby mieć z tego także swój profit. A skoro nie zrozumieliśmy, to nie negocjowaliśmy. A skoro nie
47%
pozostało do przeczytania: 53%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze