Jak z tą Unią?

Albo jeżeli ktoś bierze kredyt nie na mieszkanie – konieczne, by założyć rodzinę i mieć potomstwo właśnie wtedy, kiedy na to czas, a nie wtedy, gdy wreszcie będzie go na to stać − ale na bieżącą konsumpcję, „plazmę”, kino domowe, wycieczkę do Amazonii? Jeśli zadłuża się ponad to, co będzie w stanie oddać? Jeśli, dodajmy, bezmyślnie wierzy, że bank mu „daje” pieniądze, tak za nic, z miłości do niego, bo tak to sugerowała telewizyjna reklama − to kto jest winien jego późniejszym kłopotom? Instytucja kredytu jako taka, bank, faceci, którzy robili owe reklamy, czy może sam ów nieszczęsny idiota?

Nasz problem z Unią polega na tym, że en masse okazaliśmy się właśnie takimi idiotami.
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: