Las zły

„Wydra”, partyzancki wykonawca wyroków (Dorociński), rozwala skazańców na zimno, bawiąc ich przedtem rozmową, ale przyjdzie mu się zmierzyć z konfidentem, szkolnym kolegą, Kondolewiczem (Stuhr) i jego żoną (Bohosiewicz). Kondolewicz donosi na partyzantów i szantażem zmusza sanitariuszkę oddziału „Pestkę” (Rosati), by wsypała kolegów. „Wydra” prowadzi Kondolewicza do lasu na egzekucję, ale przedtem ulega grzesznej pokusie. Spóźnia się, oddział zostaje wymordowany, niemieccy spadochroniarze świętują zwycięstwo. „Wydra” zgotuje im łaźnię, jakiej polskie kino nie widziało, niczym Apacz białym osadnikom.

Rzecz dzieje się w okrutnej przestrzeni odwróconych wartości. Miejscem składania donosów jest kościół, konkretnie konfesjonał z zamontowanym mikrofonem. Donos to antyspowiedź, nie wyznaje się swoich win, tylko donosi o cudzej dzielności. Małżeństwo Kondolewicza to instytucja moralnego udręczenia. Partyzant, pierwszy mit Rzeczpospolitych wszystkich numeracji, jest tu katem. Sanitariuszka nosicielką śmierci, kucharz trucicielem. I każdy ma swoją rację, krzywdę, cierpienie i winę oczywiście. W tej historii jest przerażenie ludźmi, którzy doszli do krańca. Las nie będzie dla nikogo schronieniem, lecz pułapką. Znakiem normalności pozostaje cukrowa wata, którą je dziewczynka w miasteczku. Egzekutor „Wydra” też jej spróbuje, inne atrybuty normalności zdają się poza jego zasięgiem. A jednak oszczędzi kobietę, mroczny rycerz nie zabije zdrajczyni.

Podczas konferencji prasowej przywoływano „Buty” Jana Józefa Szczepańskiego i „Pieszo” Mrożka jako dzieła wyrastające z podobnego myślenia o wojennej kondycji Polaka. Dodałbym jeszcze „Do piachu” Różewicza, choć jeśli nawet przypisywać „Obławę” do nurtu obrazów antybrązowniczych, to jest on na pewno mniej zjadliwy niż np. „Pokłosie” Pasikowskiego. W tamtym filmie bezbronni paleni są w szopie, bez ukazania splotu win i draństw, jakich przedtem dopuszczały się na kresach różne nacje (polska, żydowska, białoruska,...
[pozostało do przeczytania 30% tekstu]
Dostęp do artykułów: