Żegnaj, Przemku – mam nadzieję, do zobaczenia

Dodano: 24/10/2012 - Nr 43 z 24 października 2012

Umiał sprostać temu, co śpiewał Teraz, gdy Przemek nie żyje – a mnie jest bliżej do pięćdziesiątki niż do czterdziestki – mogę się przyznać, że głównym powodem, dla którego przez prawie całe życie nosiłem brodę, było to, że Przemek ją nosił, a jeżdżenie przez wiele lat fiatem 126p znosiłem dzielnie dlatego, że Przemek też jeździł maluchem… On miał wtedy taką puchową kurtkę, czerwoną z zewnątrz, a żółtą w środku. Do dziś tęsknię za taką kurtką. Trochę to sentymentalne, ale tak właśnie było. Teraz mogę już też wyznać, dlaczego denerwuje mnie, gdy mówi się o mnie „bard”. Kiedyś uznałem, że prawo do takiego tytułu ma właśnie Przemek Gintrowski, a więc mnie jakoś nie wypada używać tego miana. A tytuł „bard” przyznałem mu w duszy za to, że tak bardzo trudno było oddzielić go od jego dzieła i twórczości. Śpiewał o dobru, prawdzie i wolności i na dodatek umiał sprostać temu, co śpiewał. Był bezkompromisowy w swoich sądach i miał odwagę prezentować tę niełatwą postawę w
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze