Test amantadyny

Felieton [Z bliska]

Gdy boleśnie zaczęliśmy odczuwać skutki pierwszego lockdownu – bezprecedensowego zatrzymania świata – sceptycy testowali często swych rozmówców, przytaczając dwa argumenty: 

1. Skoro wirus jest tak śmiertelnie groźny, dlaczego nie widać wzrostu zgonów?; 

2. Dlaczego nie znamy nikogo, kto ciężko choruje lub zmarł na COVID-19? 

Tak było wiosną i latem. Jesienią niestety sytuacja zmieniła się radykalnie. Statystyka zakażeń i zgonów gwałtownie poszybowała w górę (paradoksalnie wzrost przypadków śmiertelnych to nie zakażeni COVID-19, lecz zmarli na skutek paraliżu systemu ochrony zdrowia). Po roku od wybuchu pandemii wirus nadal nie jest do końca rozpoznany. Rządzący z podziwu godną determinacją organizują ogólnopolski program szczepień, gdy tymczasem w sposób zupełnie niezrozumiały sprawa leczenia przyczynowego leży odłogiem. O lekarzu z Przemyśla, Włodzimierzu Bodnarze, który od wielu miesięcy informuje, że skutecznie leczy COVID-19 przy użyciu

     
47%
pozostało do przeczytania: 53%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze