Z tą śmiercią kończy się pewna epoka

Urodzony w 1928 r. w Warszawie, jako 13-latek wstąpił do Szarych Szeregów. Po Powstaniu Warszawskiem trafił do Oświęcimia, a następnie do obozu Hersbruck, skąd wyzwolili go Amerykanie. W amerykańskiej strefie okupacyjnej uczęszczał do szkoły średniej i udzielał się w Polskiej Służbie Wartowniczej.

Kiedy w 1947 r. wrócił do Polski, nie czekały go nagrody. Po paru miesiącach został aresztowany przez Informację Wojskową i oskarżony o szpiegostwo na rzecz USA.

Piętnastoletni wyrok odsiedział na Mokotowie, we Wronkach i Rawiczu. Wyszedł na mocy amnestii w 1956 r. Z zarzutu szpiegostwa oczyścił go dopiero Sąd Najwyższy w 1998 r.

Choć zadebiutował wkrótce po uwolnieniu wierszem w „Po prostu” i opowiadaniem w „Przeglądzie Kulturalnym”, jego kariera literacka rozwijała się powoli. Początkowo był zecerem i zastępcą magazyniera. Dopiero po czterech latach dostał etat w radiu.

Człowiek umiaru

Literaci w PRL‑u to wiele odrębnych kategorii – sługusów partii dodatkowo jeszcze dorabiających jako tajni współpracownicy SB, twórcy elastyczni, orientujący się zawsze, gdzie stoją konfitury i skąd wieje wiatr, oraz cudownie nawróceni politrucy w opozycjonistów przemienieni. Poza tym było kilku niezłomnych – zgnojonych, paru zmuszonych do emigracji lub niewypuszczonych z powrotem (Tyrmand, Hłasko), zjawiska osobne typu Kisiel... W tej panoramie Janusz Krasiński prezentował się zawsze jako człowiek umiaru i osobistej uczciwości. Po październiku ’56 nie musiał nawracać się na „zdrowy rozsądek”, bo istotę systemu poznał na własnym ciele w celach więziennych i podczas przesłuchań, i nie miał złudzeń, czemu dawał wyraz w swoich utworach, choć niekiedy musiał kamuflować realia, np. w słynnej sztuce „Czapa”.

Działał czynnie w Związku Literatów Polskich, pisał wiele i publikował, ale w momentach próby stawał śmiało po stronie uczciwości, patriotyzmu, choć bywało to niełatwe. Nie urzekły go uroki stanu...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: