Samotna śmierć w czasie pandemii. Restrykcyjne wytyczne obchodzenia się z ciałami zmarłych

fot. ADOBE STOCK
fot. ADOBE STOCK

Polacy w samotności umierają na COVID-19. Czasami widzą tylko ubranych w białe kombinezony medyków w maskach. Nie mają szansy, by pożegnać się z najbliższymi. Ci z kolei nie mogą później zobaczyć ciała zmarłego. A narażeni na chorobę są nie tylko najstarsi.

Wielu ekspertów alarmuje, że koronawirusem można zarazić się również od osoby zmarłej. Wirus jest bowiem w stanie przetrwać w wydzielinach zmarłego oraz w jego bezpośrednim otoczeniu.

Śmierć w samotności

W początkowej fazie zakażenia organizm próbuje pozbyć się wirusa, wywołując kaszel. Jednak u osób ze słabszą odpornością lub chorobami współistniejącymi wnika on do płuc, gdzie zaczyna się intensywnie namnażać. W efekcie dochodzi do zapalenia płuc, któremu często towarzyszą gorączka, duszności oraz ostry kaszel. Postępujące uszkodzenie płuc prowadzi do niewydolności oddechowej, co z kolei może oznaczać konieczność podłączenia pacjenta do respiratora. Zdarza się, że w płucach gromadzi się duża ilość płynu. Lekarze nazywają to zespołem ostrej niewydolności oddechowej, który często kończy się śmiercią.
Pacjentów z COVID-19 nie można odwiedzać. Ci, którzy w jakimś stopniu zachowują przytomność, widzą tylko pielęgniarki i lekarzy, którzy z kolei są ubrani w szczelne kombinezony. Nie istnieje więc możliwość pożegnania się z bliskimi. Jak mówią anestezjolodzy, osoba podłączona do respiratora umiera w poczuciu samotności. Taka śmierć wywołuje również szczególną reakcję bliskich zmarłego. – Dla nich taka śmierć stanowi ogromną traumę, bo nie można zobaczyć tej osoby, nie można się z nią pożegnać. Reakcje rodziny zawsze są emocjonalne, to zrozumiałe, ale pogrzeby covidowe mają szczególną specyfikę. Bliscy znacznie gorzej znoszą takie pochówki – mówi „Gazecie Polskiej” pracownik jednego z łódzkich zakładów pogrzebowych.

Ciało w workach

Ciała osób zmarłych na COVID-19 często są poddawane kremacji, jednak nie jest to konieczne. Część rodzin decyduje się na tradycyjny pochówek. Szczegółowe zalecenia dotyczące pogrzebów znalazły się w rozporządzeniu przygotowanym przez Ministerstwo Zdrowia, z którego wynika, że zwłoki powinny zostać zdezynfekowane płynem odkażającym. Ciała nie należy jednak myć. Resort odradza również ubieranie zwłok do pochówku. Ciało powinno zostać umieszczone w dwóch zdezynfekowanych workach, a następnie w trumnie, która musi zostać spryskana płynem odkażającym o działaniu wirusobójczym. Trumna później nie może już zostać otwarta. Umieszczone w niej ciała bywają często zabrudzone, zalane krwią. W takim stanie zostają pochowane. 

Jeżeli natomiast zwłoki mają zostać skremowane, powinny trafić do kapsuły, w której zostaną przewiezione do krematorium. Co istotne, należy zdezynfekować pomieszczenia, w których przebywał zmarły, oraz przedmioty, z którymi miał styczność. Jeśli do śmierci doszło w szpitalu, czynności te wykonuje szpitalny personel. 

– Już na oddziale ciało jest wkładane do dwóch worków, następnie przenoszone do prosektorium i odbierane ze szpitala przez firmę pogrzebową. Co do zasady ciało powinno być odebrane ze szpitala w trumnie. Ale w konkretnych firmach bywa różnie – mówi nam pracownik zakładu pogrzebowego. Osoby pracujące przy zwłokach powinny mieć na sobie kombinezon lub fartuch, czepek, maskę, gogle i jednorazowe rękawice.
Niektórzy bliscy osoby zmarłej żądają jednak otwarcia trumny. – Proponujemy wtedy balsamację zwłok, zalecamy nawet wykonanie zabiegu balsamacji. To dodatkowy środek bezpieczeństwa. Po takim zabiegu praktycznie nie ma możliwości zarażenia się od zwłok. Wtedy pozwalamy zobaczyć ciało z pewnej odległości – mówi pracownik zakładu pogrzebowego. – Podchodzimy z godnością i szacunkiem do osoby zmarłej i jej bliskich, dlatego godzimy się na to, starając się jednak zachować środki bezpieczeństwa – podkreśla.

Kto choruje?

Najczęściej umierają osoby z chorobami współistniejącymi oraz najstarsi, głównie mężczyźni, co wiąże się z ich stylem życia, częstym sięganiem m.in. po alkohol i papierosy. Okazuje się jednak, że to kobiety częściej się zakażają. Tak wynika ze statystyk Ministerstwa Zdrowia, które opublikowała PAP. Obejmują one okres od początku pandemii do 2 listopada. Zakażenie koronawirusem wykryto u 251 014 kobiet i 189 209 mężczyzn. 
Najwięcej przypadków (96 044) odnotowano u osób w wieku 40–49 lat. – Wiąże się to z ich aktywnością – mówi w rozmowie z nami prof. Włodzimierz Gut, epidemiolog. Osoby w tym przedziale wiekowym cechują się dużą aktywnością społeczną, ale mają słabszą odporność niż na przykład dwudziestolatkowie.  Kolejną grupą są chorzy w wieku 30–39 lat (87 035), w wieku 50–59 lat (79 431) oraz 20–29 lat (52 552). Zdiagnozowano również 51 966 chorych w wieku 60–69 lat, w wieku 70–79 było ich 27 310, zaś u osób między 80–89 rokiem życia odnotowano 15 541 przypadków. Jeszcze mniej zakażeń obserwuje się u osób najstarszych, które najczęściej są otoczone opieką. Niska liczba u seniorów wiąże się z faktem, iż ich aktywność społeczna jest ograniczona. 
U dzieci do 9 lat wykryto 7504 przypadki, a w wieku 10–19 lat było ich 19 300. To z kolei jest związane z tym, że duża część młodych osób nie wykazuje objawów. Jednocześnie jednak widać, że istnieje ryzyko wystąpienia zespołu ostrej niewydolności oddechowej u dzieci i młodzieży. Przebieg ciężkich przypadków w podziale wiekowym kształtował się następująco: 18 lat – 29 przypadków, 17 lat – 116, 16 lat – 97, 15 lat – 109, 14 lat – 74, 13 lat – 71, 12 lat – 68, 11 lat – 51, 10 lat – 58, 9 lat – 51, 8 lat – 56, 7 lat – 43, 6 lat – 47, 5 lat – 50, 4 lata – 64, 3 lata – 49, 2 lata – 77, 1 rok – 137.

Dyscyplina przynosi efekty

– Widoczne są efekty ograniczeń wprowadzonych w październiku – mówi prof. Włodzimierz Gut, epidemiolog, komentując spadek liczby zakażonych z ubiegłego tygodnia, co wiąże się z faktem, iż do lekarzy zgłaszało się mniej osób skarżących się na objawy choroby. Jak podkreślił premier Mateusz Morawiecki, to pierwszy sygnał stabilizacji. – Wspólnym wysiłkiem wyhamowaliśmy zakażenia tuż przed punktem krytycznym. Dyscyplina działa. Dlatego wciąż proszę i będę prosił, zostańmy w domu. Zasada jest prosta. Im mniej kontaktów społecznych, tym mniejsza szansa na zakażenie – podkreślał w zeszły czwartek premier w swoim wystąpieniu. Co istotne, ubiegłotygodniowe statystyki jasno wskazywały spadek w stosunku do wyższej o kilka tysięcy liczby zakażeń stwierdzonych tydzień po manifestacjach proaborcyjnych. Niepokój budzi jednak duża liczba zgonów.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.gazetapolska.pl

W tym numerze