Gorycz sędziego w parademokracji

Gdyby sędzia się postawił Sędzia zna i konstytucję, i prawo. Na studiach uczył się zapewne o Monteskiuszu i trójpodziale władz. Wie jednak, że życie nie odpowiada temu, co jest zapisane w prawie, w regułach, zna polską rzeczywistość polityczną. Nie jest człowiekiem niedoświadczonym lub naiwnym; gdyby było inaczej, nie doszedłby do swojego stanowiska, zwłaszcza w Gdańsku. Jest realistą. Wiedział, czym ryzykuje, gdyby zlekceważył telefon, gdyby chciał się sugerować Monteskiuszem i brać zbyt poważnie te wszystkie deklaracje o niezawisłości swojego urzędu. Wiedział, że gdyby „się stawiał”, gdyby „pogonił” tych z kancelarii, to szybko pożegnałby się ze swoim stanowiskiem. Jeszcze by uznano go za „pisowca”, a to jest już gwóźdź do trumny wszelkiej kariery. W końcu pamiętamy, jak skończył szef CBA, który nękał premiera aferą hazardową. Zachowanie sędziego Milewskiego jest typowe, nietypowe są tylko okoliczności, bo przecież taka dziennikarska prowokacja to rzecz rzadka – od
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze