Grześ odkrył kolejny spisek

Felieton [Widziane ze śmietnika historii]

Gdy w rosyjskiej telewizji pokazano mapę I Rzeczypospolitej jako plan stanowiący zagrożenie dla Rosji, zastanawiałem się, kiedy odezwą się polskie pudła rezonansowe ruskiej propagandy.  Głos zabrał specjalista od zbrodniczych dążeń niepodległościowych – mesjasz Grześ, dla którego wierność carowi powinna stanowić wzorzec patriotyzmu w okresie rozbiorów. Symbolem wolnościowych szaleństw stał się Konstanty Kalinowski, wydawca białoruskiej „Mużyckaj Praudy” i komisarz Rządu Narodowego na Grodzieńszczyźnie. „Ci, co sięgają po imię Kalinowskiego, najwyraźniej sięgają po tradycję powstania styczniowego po to, by tu budować jakiś nowy internacjonalizm na skalę środkowoeuropejską, żeby użyć powstania i nieszczęśników w typie Kalinowskiego jako legitymacji do współczesnego zarządzania ludami”, gdyż „tradycje powstania styczniowego (są) złą receptą na utrzymanie suwerennych państw w Europie Środkowej” – peroruje Grześ i odkrywa, że walczący o zniesienie pańszczyzny powstańcy
58%
pozostało do przeczytania: 42%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze