Antybiotykowa apokalipsa

Felieton [Walka o dusze]

Jeśli komuś wydaje się, że atak COVID-19 to najgorsze, co może nas czekać w najbliższych latach w kwestiach zdrowia i medycyny, to spieszę donieść, że jest niepoprawnym optymistą. I wcale nie mam na myśli tego, że pandemia jest dęta (bo nie jest), ani tego, że ktoś – w jakichś tajnych laboratoriach – szykuje bardziej zabójczego wirusa.  Chodzi o to, że to, co stanowiło jeden z największych sukcesów medycyny i co naprawdę realnie przedłużyło nam życie, może nagle przestać działać. Mowa o antybiotykach, które są jednym z największych i najważniejszych sukcesów nauki ostatniego wieku, które realnie zmniejszyły śmiertelność, sprawiły, że wiele śmiertelnych chorób stało się uleczalnych, co bardzo wydłużyło nam życie. Niestety, na skutek złego (zbyt częstego) podawania antybiotyków, faszerowania nimi także naszego jedzenia (choćby karmy dla drobiu), bakterie stopniowo uodparniają się na kolejne rodzaje tego typu medykamentów i w ciągu kilku, kilkunastu lat może się okazać,
     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze