Spowszednienie

Felieton [Wrzutka]

Boję się spowszednienia. Boję się sytuacji, kiedy ewidentne zło przestaje wywoływać grozę i nadal pozostając złem, staje się elementem rzeczywistości, być może trwałym. Myślę tu o koronawirusie.  Jest wśród nas, a jakoby go nie było, nie ma powszechnego niepokoju, nie ma radykalnych działań. Parę miesięcy temu, kiedy dzienna liczba zarażeń była dwukrotnie niższa, bito na alarm, ludzie zachowywali się ostrożnie, a zdyscyplinowanych Polaków podawano sobie jako wzór. A obecnie – pełne plaże, ulice, restauracje, kościoły. Ognisk tyle, że nie sposób śledzić wszystkich dróg zarażenia. Zanika klimat mobilizacji. Słowem – rosyjska ruletka. Kto się zarazi, jego problem. Żeby było jasne: podobne spowszednienie widać w całym świecie. Nie zwracają uwagi rosnące liczby. Jeszcze chwila, a zacznie się powątpiewać w sens początkowych restrykcji, lockdownu i kosztów ograniczeń. W dodatku są tematy, w których spowszednienie jest jeszcze bardziej niepokojące. Weźmy Białoruś. Temat spadł
     
47%
pozostało do przeczytania: 53%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze